Alkohol – po co i dlaczego …
Drodzy czytelnicy,
Zbierałam się do tej tematyki jak pies do jeża, albo uskuteczniałam prokrastynację. To zależy czy wolicie wytłumaczenia „po ludzku” czy psychologiczne
.
No i w końcu temat dojrzał i zaowocuje kilkoma postami. Gdyż dojrzałam (uwielbiam takie gry słów) w Internetach obrazek, który posłużył dziś za ilustrację postu. Najprostsza i najwięcej mówiąca o alkoholizmie grafika jaką widziałam.
Pokazuje ona, że aktywność podjęta dobrowolnie (z reguły) z czasem przestaje taką być. I „piję, bo lubię” zamienia się w „piję, bo muszę”. Bo na dnie butelki, drinka czy puszki z piwem mieści się haczyk – dla alkoholika ma on wygrawerowany napis „i nie opuszczę Cię aż do śmierci, albo przynajmniej bardzo będę się starać, żeby tak było”.
Po co …
Alkohol nęci – nagłą swobodą, elokwencją, przekroczeniem nieśmiałości, przesunięciem granic, odprężeniem, zniesieniem bólu fizycznego stale napiętego ciała, ułatwieniem wejścia w kontakty towarzyskie.
Alkohol mówi – napij się, a świat będzie piękniejszy – w końcu „wino, kobiety i śpiew” …
Alkohol obiecuje – zapomnisz o zmęczeniu, zapomnisz o strachu, zapomnisz o rzeczywistości.
Alkohol zapewnia – pomogę Ci pokonać problemy, zwiększę Twoją kreatywność, w Twoim zawodzie to wręcz wskazane, zobacz inni to robią i jacy są cool, przecież to tradycja na polskim stole i w polskiej obyczajowości …
Alkohol jest bardzo przekonujący, jest jak pasożyt potrzebujący nosiciela, jak wirus w twardym dysku. Alkoholizm to choroba. Przewlekła. Niejednokrotnie śmiertelna – zawsze zabija uczuciowość wyższą, więc nie oczekujcie po alkoholiku miłości, uczciwości, lojalności czy honoru; niekiedy zabija też ciało – zmęczone radzeniem sobie z substancjami, które są dla niego trucizną – najszybciej pada układ pokarmowy, krążenia, neurologiczny.
Dlaczego …
Mam jednakże wrażenie, że alkoholizm nie jest „samodzielną jednostką chorobową”. Z mojego punktu widzenia jest OBJAWEM czegoś, co siedzi sobie pod spodem i SPOSOBEM poradzenia sobie z tym czymś.
Czym może być to COŚ? – samotnością, odrzuceniem, niskim poczuciem własnej wartości, zmęczeniem, potrzebą aprobaty społecznej (niekiedy za wszelką cenę), nieśmiałością, nadmierną wrażliwością, nieumiejętnością radzenia sobie ze sobą i z życiem, przekazem wyniesionym z rodziny („wszyscy piją”), lękiem, depresją, fizycznym bólem, nudą itp., itd.
Na trzeźwo – JESTEM NIKIM. Po alkoholu – JESTEM BOGIEM ….
Z czasem alkohol staje się dezadaptacyjnym mechanizmem obronnym, mechanizmem ucieczkowym. To już jest ten etap bycia złapanym na haczyk. Przed czym broni? Przed sobą …
Po co i dlaczego …
Tomasz Jastrun w fantastycznej książce/dialogu z Wojciechem Eichelbergerem „Męskie pół świata” napisał „Alkohol pomaga tylko doraźnie, w sumie pogarsza sytuację. Mechanizm jest banalny – jak bolą zęby duszy, a bolą czasem okrutnie, nie do zniesienia, to człowiek jest w gotów zrobić niemal wszystko, by boleć przestały. Ludziom, których nie boli dusza, trudno to zrozumieć. MOŻNA CHYBA POWIEDZIEĆ, ŻE NIGDY NIE NADUŻYWA SIĘ ALKOHOLU, KIEDY JEST SIĘ SZCZĘŚLIWYM CZŁOWIEKIEM. SZCZĘŚLIWI NIE MUSZĄ SZUKAĆ UCIECZKI OD SIEBIE” ….
