Kiedy zacząłem siebie kochać …

Kiedy zacząłem siebie kochać …

Kiedy zacząłem siebie kochać …

Gdy zacząłem siebie kochać …

 

Charlie Chaplin w dniu swoich 70 tych urodzin przeczytał poniższy wiersz Kim McMillen. Ja dziś kończę mniej :-), a wiersz mnie urzekł …

Wiersz-wskazówka, wiersz-drogowskaz, wiersz-inspiracja …

Może znajdziecie w nim siebie?

 

Gdy zacząłem siebie kochać, odkryłem, że psychiczny ból i emocjonalne cierpienie są tylko sygnałami ostrzegawczymi, że żyłem przeciwko swojej własnej prawdzie. Dziś wiem, że to “AUTENTYCZNOŚĆ”.

Gdy zacząłem siebie kochać, zrozumiałem, jak bardzo można obrazić kogoś, gdy próbowałem narzucić moje pragnienia na tę osobę, pomimo tego, że wiedziałem, że to nie był odpowiedni czas, a ta osoba nie była na to gotowa, nawet jeśli tą osobą byłem ja sam. Dziś, nazywam to “SZACUNKIEM”.

Gdy zacząłem siebie kochać, przestałem pragnąć innego życia, i zacząłem dostrzegać, że wszystko, co mnie otaczało, zachęcało mnie to wzrostu. Dziś, nazywam to “DOJRZAŁOŚCIĄ”.

Gdy zacząłem siebie kochać, zrozumiałem, że bez względu na okoliczności, jestem we właściwym miejscu we właściwym czasie, i wszystko rozgrywa się dokładnie w odpowiednim momencie. Dlatego mogę być spokojny. Dziś, nazywam to “PEWNOŚCIĄ SIEBIE”.

Gdy zacząłem siebie kochać, porzuciłem zabieranie sobie własnego czasu i przestałem planować ogromne projekty na przyszłość. Dziś, robię tylko to, co przynosi mi radość i szczęście, rzeczy, które kocham robić i które wspiera moje serce, i robię je na swój własny sposób, we własnym tempie. Dziś, nazywam to “PROSTOTĄ”.

Gdy zacząłem siebie kochać, uwolniłem siebie od wszystkiego, co nie jest dobre dla mojego zdrowia – jedzenia, ludzi, rzeczy, sytuacji i wszystkiego, co ciągnęło mnie w dół i z daleka od siebie. Na początku nazywałem to podejście zdrowym egoizmem. Dziś, nazywam to “KOCHANIEM SIEBIE”.

Gdy zacząłem siebie kochać, porzuciłem próby, aby zawsze mieć rację, i od tego momentu myliłem się znacznie rzadziej. Dziś, odkryłem, że to “SKROMNOŚĆ”.

Gdy zacząłem siebie kochać, odmówiłem kontynuowania życia przeszłością i martwienia się przyszłością. Dziś, żyję tylko dla chwil, kiedy wszystko się dzieje. Dziś żyję każdego dnia, dzień po dniu, i nazywam to “REALIZOWANIEM SIĘ”.

Gdy zacząłem siebie kochać, zauważyłem, że mój umysł może niepokoić mnie i sprawiać, że robi mi się źle. Ale, od kiedy połączyłem go ze swoim sercem, mój umysł stał się cennym sojusznikiem. Dziś, nazywam to połączenie “MĄDROŚCIĄ SERCA”.

Nie musimy dłużej obawiać się sporów, konfrontacji czy żadnego innego rodzaju problemów wobec nas samych lub innych. Nawet gwiazdy się zderzają, ale z nich rodzą się nowe światy. Dziś, wiem, że “TO JEST ŻYCIE”!

 

 

 

Stres, bo jest dobrze …

Stres, bo jest dobrze …

Stres, bo jest dobrze …

I żyli długo i szczęśliwie w krainie bez stresu i zmartwień…

 

Brzmi jak bajka?

Dla części z nas jest.

Nie dlatego, że nie dopuszczamy myśli, że może być dobrze. My nawet całkiem świadomie tego chcemy.

 

Więc gdzie tkwi haczyk?

Jak zwykle w szczegółach, a raczej jednym szczególe – w naszym umyśle – a dokładniej w podświadomości.

No dobra, to nie zawsze jest szczegół :-). Czasem to całkiem dobrze funkcjonujący kombinat sterujący naszym życiem

I to on nam podpowiada sposoby reakcji na to, co nam się przydarza.

Więc czemu na sytuacje „miłe i przyjemne” włącza mu się czerwona lampka? Którą tak bardzo widać na załączonym obrazku?

Bo nas umysł jest wytrenowany, przyzwyczajony, oswojony z itp. itd. lękiem/strachem/niepewnością/złem/krzywdą – wstaw co rezonuje z Tobą – i jak mu powiemy „weź chłopie, jest ok.” to on panikuje.
Bo nie wie jak to jest.
Bo nie zna takich odczuć.
Bo jest to nieznane więc groźne.
Bo przyzwyczaił się do czegoś innego i nie wie co teraz.
Bo tzw. złe emocje, zły nastrój są jego NORMĄ – punktem odniesienia, wzorcem z Sevres.

Powiało patologią i dysfunkcjonalnością?

 

A co jeśli boisz się nie tego co złe, a tego co potencjalnie dobre, ale nieznane?

Może to jest ta przywoływana często „strefa komfortu”?

Wyjdź poza znane, oswojone, zaprzyjaźnione wręcz lęki. Zobacz co jest poza nimi.

Co ryzykujesz? Jak się nie uda wrócisz do ulubionego strachu.

A jak się uda? …..

Ponoć we Wszechświecie są tylko dwie siły – Lęk i Miłość.

Ty wybierasz.

Nawet jeśli się boisz 🙂

Ludzie mają tendencję do wchodzenia w relacje

Ludzie mają tendencję do wchodzenia w relacje

Ludzie mają tendencję do wchodzenia w relacje

Relacje takie interpersonalne.

Bliższe i dalsze. Nazywają to koleżeństwem, znajomością, przyjaźnią, związkiem, miłością, małżeństwem, rodziną. Różne nazwy temu nadają. Różnych ludzi wpuszczają do każdego z tych kręgów. Czasem z wyboru – no dobra tak im się wydaje, że świadomie wybierają sobie przyjaciół czy partnerów; czasem takiego wyboru nie mają, bo rodzą się w takiej, a nie innej rodzinie. Aczkolwiek i tu pojawiają się głosy, że przed urodzeniem sobie jego miejsce i rodziców jako Bramy wybieramy. Uważam, że każda koncepcja jest dobra, jeśli pozwala nam przyjąć rzeczywistość taką, jaką wokół sobie mamy. I albo ją akceptujemy jako naszą kreację, albo mamy na kogo zwalić odpowiedzialność.

„Kryteria doboru partnera”

Załóżmy, że mamy już pomysł na bycie z kimś, takim Kimś, na dłużej i bliżej, niektórzy nawet ślubują, że dożywotnio. Jakie mamy „kryteria doboru partnera”? Z perspektywy czasu nasze poglądy w tym temacie ewoluują. Z reguły zaczynamy od nadawania szczególnej ważności cechom zewnętrznym, zawartości konta (dobra ten aspekt może pozostać ważny w każdej relacji ☺), czasem odległości zamieszkania od rodziców, upodobaniom muzycznym czy poglądom politycznym. Potem okazuje się, że te nasze pierwotne kryteria nie mają zastosowania w codziennym życiu i na plan pierwszy wysuwają się przymioty typu – miły i kulturalny, dowcipny, ekscytujący i dopasowany seksualnie, inteligentny, godny zaufania, pomocny …. A, jeśli dorastamy i dojrzewamy – co nie jest pojęciem równoważnym – najważniejsze stają się emocje, których doświadczamy w obecności tego, co go sobie na czas dłuższy wybraliśmy. A gdyby od tego zacząć? Zrobić sobie listę emocji, które chcemy przeżywać będąc z kimś na co dzień. Żyjąc z nim pod jednym dachem.

Emocje w relacji

Na jakie emocje sobie pozwolisz wchodząc z kimś w relacje? Na jakie emocje pozwalasz jemu/jej?

Jakich emocji chcesz doświadczać?

Emocje i sposób ich wyrażania …

Miło, grzecznie i układnie do wyrzygu z potencjalnie narastającą frustracją czy raczej „włoskie małżeństwo”, co to całą zastawę po babci jest w stanie potłuc w krótkim czasie, a potem ekscytująco się godzić?

Ciche dni, foch poziom master i niezmiennie skuteczne, bo nieraz wyssane z mlekiem matki, wzbudzanie poczucie winy czy rozmowa twarzą w twarz o faktach, argumentach, odczuciach?

Powiadamianie wszystkich do 16 pokolenia wstecz i wzdłuż o tym, co dzieje się nie tak w relacji czy też prywatność i szczerość wobec tej jednej jedynej osoby, z którą kiedyś skrzyżowały nam się ścieżki życiowe?

Przyjęcie, że życie ma być biało-czarne, niezmienne i powtarzalne, zgodne z kalendarzem Google czy inną tabelką Excela, czy też kolorowe, nieprzewidywalne, wibrujące, ekscytujące, żywe?

Pragnienie symbiotyczności czy też dawanie sobie autonomii?

Białe małżeństwo ewentualnie seks prokreacyjny czy też otwartość na instynkty i sposoby ich realizacji?

Bo w efekcie końcowym to zawsze chodzi o emocje i odczucia i uczucia. Znasz swoje? Potrafisz czuć?

Miłość

Miłość

Miłość

Słowo wytrych, słowo zamek …

Wyczekiwane utęsknione, opiewane w sonetach i filmach. Tylko, że większość sonetów i filmów kończy się w momencie, kiedy naznaczeni przez los kochankowie mogą w końcu być razem i z ich ust (najlepiej synchronicznie) pada wytęsknione „Kocham cię”. Fanfary, kurtyna i …. A jak wygląda ciąg dalszy tej historii?

I co właściwie kryje się pod słowem „miłość”? Pomysły są różne … Każdy z nas ma swoją definicję miłości, swój własny, jakby to powiedziała psychologia – „konstrukt teoretyczny odnoszący się do tego uczucia, specyficzny system pojęciowy je określający”… Warto sprawdzić czy potencjalny partner związkowy rozumie to pojęcie podobnie, co by się poniewczasie nie zdziwić bardzo. Zakładanie, że „jak kocha, to się domyśli” albo „to oczywiste, że czujemy tak samo” niejednokrotnie zakończyło się na sali sądowej z wokandą „sprawa rozwodowa”.

Moi drodzy studenci zaproponowali takie pojęcia, jako synonimy słowa „miłość”:

– troska o drugiego człowieka,
– poczucie bezpieczeństwa
– stabilizacja
– zaufanie
– akceptacja
– wolność
– odpowiedzialność za drugiego człowieka
– zależność
– poczucie symbiozy
– wspólnota na każdym poziomie życia i bycia
– lojalność
– dokońcażyciowość,
– niezmienialność

Dlaczego do miłości jest nam potrzebny drugi człowiek?

Zaspokaja nasze deficyty (tak te „emocjonalne czarne dziury” wyniesione z dzieciństwa)? Wzbogaca nas o nowe doświadczenia? Poszerza naszą świadomość siebie? Pozwala na rozpisaną przez podświadomość psychodramę pt „Nie odegrałam tej roli właściwie z własnym rodzicem, więc odegram ją z tobą”? Czemu obarczamy drugą osobę odpowiedzialnością za nasze emocjonalne well being? Żeby nie brać jej na siebie? Większości z nas łatwiej powiedzieć „to twoja wina”, niż „spieprzyłem sprawę”. I zawsze można dodać „gdybyś mnie kochał/kochała …..” Hmmmm, którego rodzica to tekst?

Nie wydaje mi się żebyśmy byli w stanie świadomie kogoś kochać, jeśli nie mamy pomysłu na to, kim sami jesteśmy, jakie są nasze potrzeby i wartości. I jeśli nie mamy wyczyszczonej emocjonalnej przeszłości z pierwowzorami naszych relacji, czyli rodzicami, bramami życia. Inaczej łapiemy się na niebezpieczeństwo podświadomej projekcji uczuć do nich na bogu ducha winnego partnera.

Uważam też, że istnieje wyraźne rozróżnienie między zakochaniem – gdzie główną rolę odgrywają, hormony, feromony i cała inna chemia naszego układu limbicznego – a miłością, która jest świadomą decyzją, racjonalną, przemyślaną.

„Kocham cię z twoimi zaletami i wadami, z jasną i ciemną stroną, wtedy kiedy jesteś słodki jak miód i kiedy wkurwiasz mnie do granic wytrzymałości. Znam i akceptuję twój pomysł na życie. Jesteśmy autonomicznymi jednostkami, które na ten moment w życiu chcą iść przez nie razem, na tyle, na ile jest to możliwe.”

A czasem jedynym możliwym jest tekst „kocham cię” i rozstanie się … Bo to miłość do siebie i szacunek do siebie są kluczem …

 

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.