Przecież nic się nie stało – czyli dziecięca trauma i jej konsekwencje.

Przecież nic się nie stało – czyli dziecięca trauma i jej konsekwencje.

Przecież nic się nie stało – czyli dziecięca trauma i jej konsekwencje.

Przecież nic się nie stało – czyli dziecięca trauma i jej konsekwencje

 

„Trauma pochodząca z dzieciństwa jest spowodowana wszystkim, co powoduje, że dziecko czuje się bezradne i co zaburza jego poczucie bezpieczeństwa i stabilności” – Casa Palmera Treatment Center.

 

Trauma przez duże T

Hasło „trauma” kojarzy się większości ludzi z przerażającymi, okropnymi i okrutnymi działaniami. I tak oczywiście jest. To tzw. „Trauma przez duże T”:

przemoc fizyczna – bicie ręką lub przy użyciu, pasa, kabla od żelazka itp., szarpanie, wyrywanie włosów, głodzenie, pozbawianie snu, przypalanie papierosami, napaści z użyciem narzędzi np. noża – przemoc kierowana bezpośrednio na dziecko lub zmuszanie go do bycia świadkiem takiej przemocy wobec innych członków rodziny …,

zmuszanie do uczestnictwa w aktywności seksualnej – ocieranie się, masturbowanie przy dziecku, przymuszanie dziecka do masturbacji, uprawianie na jego oczach seksu z wieloma partnerami, zmuszanie dziecka do podjęcia aktywności seksualnej z dorosłym, rodzicem lub innym członkiem rodziny …

zaniedbanie fizyczne i emocjonalne – niezaspokajanie podstawowych potrzeb materialnych, ubraniowych, lekarskich dziecka itp., ale także niereagowanie w sytuacjach, kiedy coś dzieje się w jego świecie; długotrwałe rozdzielenie z rodzicem (wychowywanie przez dziadków, przeciągające się pobyty w szpitalach, kolonie – lub po prostu rodzic zajęty tylko swoim życiem)

– uczestniczenie w wypadku samochodowym, nagła śmierć (niewytłumaczona) kogoś bliskiego,  niedyskutowana z dzieckiem przeprowadzka do innego miasta czy kraju, uzyskanie diagnozy o chorobie przewlekłej itp.

Ten rodzaj traumy wydaje się oczywisty i niepodważalnie wpływający na dalsze funkcjonowanie emocjonalne, intelektualne czy też społeczne dziecka.

 

Trauma przez małe t

Ale istnieje też szereg małych, z pozoru nieistotnych czynników ukazujących się w procesie wychowawczym, które również mają taki destrukcyjny wpływ na funkcjonowanie dziecka, a później i dorosłego, który ich doświadczył. To są „traumy przez małe t” – małe, pozornie nieznaczące, ciągle powtarzające się zachowania, tworzące przemocowy klimat wychowawczy.

Wyobraźcie sobie taką scenkę – rodzina siedzi przy stole, wspólny posiłek – z reklam wiemy, że to scala rodzinę i pokazuje więzi łączące jej członków – i dziecko po raz milionowy słyszy tekst „Jesteś pewny, że chcesz to zjeść, przecież już jesteś taki gruby”. Z pozoru niewinny tekst, a nawet wyraz troski o stan zdrowia potomka. A jaki niesie przekaz? „Nie chcę cię takim jaki jesteś. Zasłużysz na moje uznanie jak schudniesz. Przynosisz mi wstyd taki, jaki jesteś”.

Albo taki obrazek – rodzic przegląda Librusa (dziennik elektroniczny zapewniający stały dostęp do aktywności szkolnej dziecka), a tam oceny z gatunku „średnich”, a przecież dziecko ma być geniuszem realizującym plany życiowe rodzica. Co więc syn/córka usłyszy? „Ja w twoim wieku nie miałam takich możliwości. Nie musisz nic robić tylko się uczyć. Nawet tego nie potrafisz. Kto z ciebie wyrośnie?”. I znów komunikat – „Jesteś niewłaściwy taki, jaki jesteś. Nie doceniasz tego co ci oferuję. Nie akceptuję cię takim, jaki jesteś”

A taką historię znacie? Jesteście małoletni i stała wam się krzywda – upadliście, ktoś was pobił, pani w szkole oceniła wg was niesprawiedliwie, dziewczyna rzuciła, chomik umarł – stało się coś, co spowodowało, że wasz dotychczasowy świat runął. I odruchowo idziecie z tym problemem do swojego rodzica, po wsparcie, a może nawet i zrozumienie. I co słyszycie? „Mam ważniejsze sprawy na głowie. Nie zajmuj mi czasu tymi bzdurami. Jak będziesz dorosły, to dopiero się przekonasz, co to znaczy mieć trudno. Zajmij się lekcjami – to twój obowiązek”. No i nadzieja na wsparcie znika. Być może po raz kolejny. I po raz kolejny zostajecie ze swoim bólem sami. No, ale macie przysłowiowy „wikt i opierunek” więc czemu jest wam źle ….

 

Toksyczne zdania …

Toksyczność zmieniająca postrzeganie siebie i niszcząca pozytywną samoocenę kryje się w pozornie niewinnych słowach:

– gdyby nie ty, tatuś by nie pił,

– jakbyś była grzeczniejsza, to mamusia by się nie zdenerwowała i nie musiała cię uderzyć

– zobacz jak świetnie radzi sobie twój brat/siostra/sąsiadka/dziecko kuzyna Zenka, a ty?

– tyle dla ciebie poświęciłam, a ty jak się odpłacasz?

– ja w twoim wieku to dopiero miałem źle, a tobie się w głowie przewraca

– mój ojciec mnie bił i zobacz na jakiego porządnego człowieka wyrosłem, idź po pasek

– nie możesz iść do koleżanki, bo zostanę sama, zaopiekuj się mną

 

Moim dotychczasowym liderem jest „Szkoda, że się urodziłaś …”

 

Zdań takich można by mnożyć w nieskończoność. Na kursie „Przemoc w rodzinie”, który prowadzę obecnie na uczelni zamierzamy zebrać „Złote myśli przemocowe” – może kiedyś pojawią się na tej stronie.

 

Dorastamy w takich cichoprzemocowych rodzinach, nasycających nas toksycznością, odrzuceniem, brakiem akceptacji, samotnością. Budujemy swoją tożsamość na fałszywych przekazach dawanych nam przez naszych bogów – rodziców. Stajemy się produktem ich traum, ich niedojrzałości emocjonalnej czy też ich niewydolności wychowawczej.

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ trauma dzieciństwa nie kończy się kiedy stajemy się dorośli. Ludzki umysł najszybciej rozwija się do 6/8 roku życia i doświadczenia wtedy przeżywane „wgrywają się w nasze oprogramowanie” kierując naszym działaniem do czasu kiedy ich nie zarejestrujemy i nie postanowimy zrobić „aktualizacji oprogramowania”.

 

Oto jakich konsekwencji w dorosłym życiu możemy się spodziewać:

chronicznego napięcia – nauczeni w dzieciństwie podejmowania działań z gatunku „ucieczka lub walka” przyzwyczajamy nasze ciała do ciągłego podwyższonego poziomu kortyzolu i adrenaliny, jesteśmy w ciągłym alercie oczekując na atak. Kiedy zagrożenie znika nie oznacza to jednak, że napięcie znika. Umysł pozostaje w stanie nadmiernej czujności (jeden z syndromów PTSD), zachowując się tak i stymulując takie reakcje, jakby zagrożenie cały czas było obecne. Zauważcie np. reakcje na trzaśnięcie drzwiami, podniesiony ton głosu itp. obecnie totalnie niegroźne, bo jesteście dorośli, ale jak reagujecie … Może nadal z pozycji małego zastraszonego dziecka …

wycofania społecznego – lęk społeczny (Social Anxiety Disorder, SAD) jest często stwierdzany u osób, które doświadczyły poniżania, obelg, deprecjonowania czy przemocy werbalnej od swoich rodziców. Występuje także u tych dorosłych, którzy jako dzieci byli zaniedbywani, nie czuli się kochani czy zaopiekowani. Doświadczają oni w kontaktach międzyludzkich ciągłego lęku przed oceną, poczucia bycia obserwowanymi, gorszymi, nie dość kompetentnymi (mimo, że mają nieraz milion dokumentów potwierdzających ich wiedzę). Jeśli kiedykolwiek na spotkaniu nie zabrałaś/zabrałeś głosu na forum w obawie, że powiesz coś źle, albo że cię wyśmieją to może być twój case.
Niejednokrotnie łączy się to ze stanem:

permanentnej paniki – wszelkie sytuacje kiedy konieczna jest obiektywna ocena ich działania czy to na planie zawodowym czy prywatnym – które są nieodłącznym elementem naszego funkcjonowania społecznego – będą dla „lękowego” umysłu stanem, w którym oczekuje on na negatywną ocenę. Z tym przecież spotykał się nieustająco w dzieciństwie, często niezależnie od faktycznego poziomu wykonania. Panika na widok numeru telefonu szefa na wyświetlaczu, ściśnięte gardło przy konieczności rozmowy ze współpracownikami z zespołu, palpitacje serca, gdy skrzynka mailowa życzliwie donosi, że przełożony lub ktoś z miejsca pracy przesyła list – to na planie zawodowym. Na prywatnym – interpretowanie każdej uwagi partnera/partnerki jako oceny negatywnej, ciągłe poczucie nie bycia perfekcyjnym w roli partnera/rodzica/dziecka itp. Dodatkowo pojawiają się też natrętne myśli w stylu „co by było gdybym postąpiła/postąpił inaczej”

unikanie podejmowania działań ze względu na lęk – jako, że lęk, strach i przerażenie odcisnęły swoje piętno na dorastającym umyśle, dorosły nie chce podejmować zachowań potencjalnie obarczonych tymi emocjami. Teoretycznie jest to zdrowe podejście – po co narażać się na niebezpieczeństwo? Ale kiedy mówimy o dość prostych zdarzeniach, a nie wejściu na Kasprowy w japonkach, to może bardzo zniekształcać funkcjonowanie. Przykład – nie każdy lubi chodzić do dentysty, ale mimo tego chodzimy, bo zdrowie i estetyka i zyski przeważają koszty. Osoba, która doświadczyła dziecięcej traumy i strachu pozwala im także w dorosłym życiu sobą rządzić – stąd wizyta zostanie odwołana na czasem tzw. święty nigdy. Stąd jedną z ważniejszych rzeczy w terapii traumy jest nauka podejmowania aktywności mimo strachu, oczywiście stopniowo i zgodnie z zasadą „nic na siłę”

niedocenianie się – jeśli nie znam swojej wartości, nie umiem właściwie ocenić swoich kompetencji, boję się podejmować ważne decyzje życiowe, to najczęściej konsekwencją tego będzie: niezauważanie możliwości rozwoju i omijanie dobrych ofert pracy; wybieranie na partnera kogoś kto nas zauważył, a nie kogoś, kto będzie dla nas właściwy; pozostawanie na gorzej płatnych stanowiskach pracy itp.

 

Czy to oznacza, że wczesnodziecięca trauma jest wyrokiem na całe dorosłe życie?

Może być jeśli jej na to pozwolić.

Ale po co i dlaczego?

W imię lojalności dla osób, dzięki której się jej doświadczyło?

Wtedy znów okaże się, że „wygrali”…

 

A może czas powiedzieć sobie „boję się jak *****, ale to zrobię; przeprogramuję mój umysł i stanę się głównym menedżerem swojego życia”.

 

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Jeśli chciałabyś/chciałbyś mojej obecności w tym procesie zapraszam do Łodzi, Warszawy i online.

DH

 

 

 

 

 

 

 

Doświadczanie przemocy w okresie dzieciństwa i jej konsekwencje

Doświadczanie przemocy w okresie dzieciństwa i jej konsekwencje

Doświadczanie przemocy w okresie dzieciństwa i jej konsekwencje

Przemocowe środowisko pochodzenia

Wzrastanie w środowisku, w którym stosowane są różne formy przemocy emocjonalnej i psychicznej przynosi poważne konsekwencje, zarówno te krótko, jak i długofalowe. Dotyczą one zarówno sfery osobowości, jak i emocjonalnej. Poniżej kilka najczęściej powtarzających się.

Wybrane zmiany w obszarze osobowości:

  • zaburzenia typu borderline (osoby te funkcjonują w ciągłym konflikcie między chęcią nawiązania ścisłej relacji z drugą osobą, a obawą przed byciem porzuconym). Źle znoszą samotność. Nie potrafią tworzyć dobrych i stałych relacji. Są wybuchowe i impulsywne. Mają niestabilne poczucie „ja” oraz tendencję do zachowań o charakterze autodestruktywnym,
  • zaostrzenie schizofrenii (u osób, wobec których stosowano przemoc psychiczną w dzieciństwie stwierdzono wcześniejsze pojawienie się pierwszych symptomów choroby, większą lekoodporność, większe nasilenie objawów, częstszą tendencję do samookaleczeń i podejmowania prób samobójczych),
  • aleksytymia – stres doświadczany w związku z ciągłym przeżywaniem sytuacji przemocowych może w życiu dorosłym skutkować nie rozpoznawaniem własnych uczuć i przeżyć. Przejawiać się niezdolnością do odróżniania emocji od odczuć płynących z ciała, posiadaniem problemów z kontrolowaniem impulsów, ubogimi fantazjami i marzeniami. Często zaburzona jest niewerbalna ekspresją emocji. Pojawiają się także trudności w radzeniu sobie z silnymi uczuciami agresywnymi,
  • osobowość submisyjna – osobowość zależna, której podstawowym objawem jest nieustanna potrzeba bycia w kontakcie z drugą osobą, która może pomóc i zaopiekować się. Konsekwencją tego jest oddanie innym osobom władzy nad swoim życiem, nad wszelkimi decyzjami, ukrycie własnych potrzeb. Osoby cechujące się tym rodzajem osobowości postrzegają siebie jako niezdolnych do samodzielnego funkcjonowania. Mają trudność z okazywaniem uczucia niezadowolenia i rozczarowania zachowaniem tych, od których są zależni. Wybiorą zgodę na rzeczy uważane za niewłaściwe niż zaryzykują utratę przewodnictwa i pomocy.

Wybrane konsekwencje długofalowe z sferze emocjonalnej:

  • depresja – zaburzenie nastroju i afektu, objawiające się trzema głównymi zespołami objawów: 1. złym samopoczuciem (dysforią) i/lub nastrojem apatycznym, 2. zmniejszeniem lub utratą wrażliwości na bodźce, 3. adhedonią – stałą niezdolnością do odczuwania przyjemności. Współwystępować mogą one z poczuciem beznadziejności, wycofaniem się z kontaktu z innymi osobami, obwinianiem siebie. Częste są także: zaburzenia koncentracji, nadużywanie środków psychoaktywnych i alkoholu, obniżona zdolność do podejmowania decyzji oraz zaburzenia odżywiania.
  • nerwice – reakcja organizmu na przedłużająca się sytuację stresową, powodującą pojawienie się irracjonalnego lęku, który nie jest przypisany do konkretnej sytuacji i którego nie da się przewidzieć. Pojawiają się też zaburzenia funkcji poznawczych (np. koncentracja uwagi, natręctwa myślowe, zaburzenia pamięci), objawy somatyczne (m.in. zaburzenia wzroku, słuchu, zaburzenia czucia określonych części ciała, porażenia narządów ruchu) czy zaburzenia emocji (nagłe napady lęku, zanik odczuwania przyjemności, brak motywacji/apatia, labilność emocjonalna).
  • próby samobójcze – próby odebrania sobie życia spowodowane niejednokrotnie traumatycznymi doświadczeniami z dzieciństwa, z którymi osoba ich doświadczająca nie jest sobie w stanie poradzić (nawet mimo pomocy psychoterapeuty),
  • uzależnienia – przymus zażywania substancji lub wykonywania czynności, pozostający poza kontrolą świadomości uzależnionego. Może mieć charakter zarówno fizyczny, jak i psychiczny. Często pojawia się jako sposób poradzenia sobie z zaburzonym życiem emocjonalnym, albo jest wyuczonym w rodzinie pochodzenia.

A gdzie tu terapia?

Skoro konsekwencje dorastania w domach przemocowych są tak wyraźne, to czy istnieje szansa na jakąkolwiek terapię i osłabienie czy wręcz zniwelowanie skutków ich oddziaływania? Optymistycznie przyjmuję, że w części w wypadków jest to możliwe. Uświadomienie sobie schematów, w których się funkcjonuje, odnalezienie ich powodów jest początkiem. Każdy znajduje swoją własną drogę zdrowienia i oczyszczenia. Trzeba tylko być uważnym, na siebie i na Przestrzeń, która dostarcza drogowskazów.

„To ja mogę powiedzieć, że nienawidzę swoich rodziców?”

„To ja mogę powiedzieć, że nienawidzę swoich rodziców?”

„To ja mogę powiedzieć, że nienawidzę swoich rodziców?”

Czasem jedyną zasługą rodziców jest to, że stali się bramami życia i dopatrywanie się w nich bogów i autorytetów, mimo tego, że wpaja nam to socjalizacja i wszyscy dookoła jest niezasadne. Czy można żywić inne uczucia wobec kogoś, kto od początków życia czy to świadomie czy nie, niszczył swoje dziecko na wszystkie możliwe sposoby? Tak, ja wiem „szanuj ojca swego i matkę swoją”, ale czasem nie ma za co. I czemu to powiedzenie ma nie działać w drugą stronę? „Szanuj dziecko swoje”

Przemoc fizyczna jest to najprostsza forma przemocy. Bicie, łamanie kości, przypalanie papierosami, gryzienie, wyrywanie włosów, głodzenie, rzucanie w ofiarę przedmiotami. Coraz częściej pojawiają się ostatnio w mediach informacje o dzieciach, maluchach poniżej 5 roku życia zakatowanych przez dorosłych opiekunów. Współpracuję z Komendą Policji w Łodzi w ramach kampanii przeciw przemocy wobec dzieci, stąd wiem np. o wynikach sekcji tych maluchów. Doznały niejednokrotnie obrażeń, które poważnie uszkodziłyby dorosłego, a może nawet doprowadziły i do jego śmierci. Mało osób przeżywa pękniecie czaszki czy jelita…. Jakkolwiek by to zabrzmiało, tych dzieci już nikt nie uratuje i im nie pomoże. Możemy mówić o tym coraz głośniej, żeby takie sytuacje zdarzały się coraz rzadziej, albo żeby oprawcy ponosili odpowiedzialność za swoje czyny i nie mieli możliwości krzywdzenia kolejnych osób. Ale dla tych dzieci nie można już nic zrobić. Nie potrafimy zmartwychwstawać umarłych.

Pozostają wszyscy ci, którzy przeżyli. Których rany fizyczne się zabliźniły, kości zrosły, siniaki zeszły. Ale, którzy pozostali poranieni w środku. Którzy nie wiedzą kim są. Czemu ich spotkało takie doświadczenie. Nie znają innych doświadczeń niż traumatyczne więc skąd mają wiedzieć, że mogą inaczej. Że mogą wzrastać mimo przeszłości, że mogą odnaleźć siebie tego małego w środku, zaopiekować się nim i iść razem dalej przez życie z inną definicją siebie. Osoby świadomej swojej przeszłości, ale nie zawieszającej się na niej, potrafiącej czerpać z traumy, nieustająco wzrastającej. A moim przywilejem jest to, że mogę w tym towarzyszyć …

Gwałt

Gwałt

Gwałt

Przekroczenie granic intymności. Każdej. Fizycznej, emocjonalnej, umysłowej. „Zabranie duszy”.
Dla ofiar niejednokrotnie gorszy niż zabójstwo. Bo pozostawia przy życiu. I zmienia na zawsze.

Powoduje niewyobrażalne zmiany w psychice:

  • poczucie winy i wstydu – podkręcane przez chore teksty „sama chciałaś, trzeba było się tak nie ubierać, obowiązki małżeńskie, jako kobieta masz być uległa i na każde zawołanie”.
  • niszczy poczucie własnej wartości – „jestem szmatą, jestem nikim, nikt mnie takiej nie będzie chciał”.
  • niszczy emocjonalność – „nie zasługuję, żeby mnie ktoś pokochał taką jaką jestem, bo jestem zła, zepsuta, skalana”.

Paradoksalnie z czasem może pojawić się tzw. syndrom sztokholmski – utożsamienie z oprawcą
i uznanie jego racji za własne, obtłumaczanie go. „Kłamstwo wielokrotnie powtarzane staje się prawdą”. Ofiara gwałtu zaczyna wierzyć, że to ona jest odpowiedzialna za ten czyn, nie widzi możliwości wyjścia z sytuacji. Zwłaszcza jeśli dochodzi jeszcze przemoc ekonomiczna – jest się niezarabiającą żoną czy emocjonalna – „będziemy mieć przed mamusią tajemnicę, jeśli jej powiesz to ją zabiję”, „jeśli ty mi nie dasz, to pójdę do naszej córki”, „jestem twoim dziadkiem i tak ci nikt nie uwierzy”.

Gwałciciela widzi się w każdym napotkanym mężczyźnie. Nawet tym, który zapewnia o miłości i chce założyć związek. Nawet jeśli taki związek się stworzy mogą pojawić się kolejne, długofalowe konsekwencje gwałtu – niemożność podjęcia współżycia seksualnego, brak satysfakcji seksualnej (ofiary gwałtu często nie mają pomysłu na to, że można osiągać przyjemność seksualną, blokują się na nią i wypierają), stałe nieakceptowanie siebie jako kobiety, negowanie swojej kobiecości, ciągle życie w strachu i poczuciu winy za przeszłość.

Gwałcicielami nie są z reguły osoby obce. Ci straszni mężczyźni co to mają czyhać w zaułkach. Takich można ominąć i wybrać inną trasę. Gwałcą mężowie, ojcowie, wujkowie, dziadkowie, bracia, koledzy z pracy, bliscy znajomi, nauczyciele, księża, lekarze. Ludzie, po których nie spodziewamy się zagrożenia. Ludzie, którym ufamy. Ludzie, z którymi jesteśmy w relacjach.

Ludzie?

Dlaczego?

Najłatwiej zrzucić winę na ofiarę – „była prowokująca; w ten sposób ją ukarzę; sama się prosiła swoim wyglądem”.

Potem z reguły pojawia się hasło – testosteron. A rozładować go można na miliard sposobów nie raniących nikogo.

Przyzwolenie społeczne – chore jest to, że to ofiary mają się bronić, a nie gwałciciele powstrzymywać od gwałtu. Czemu nie ma kampanii uczących niegwałcenia, a są te, które mówią jak nie prowokować. Prowokować czym? Płcią swoją? Słyszałam kiedyś mężczyznę około 40tki. Perorował zawzięcie jak to kobiety same chcą być zgwałcone, że się malują, ubierają w spódnice. I w ogóle napraszają jak mogą. No i same sobie są winne. Wiedząc, że ma żonę i córkę zapytałam czy one też się kobieco ubierają. „Oczywiście” odpowiedział uśmiechnięty „lubię jak ładnie wyglądają”. Mina mu zrzedła, gdy usłyszał „Więc rozumiem, że jeśli je ktoś zgwałci to będzie ich wina”.

Uczmy synów żeby nie gwałcili. Że słowo NIE zawsze mają traktować jako NIE.

Uczmy dzieci i kobiety, które gwałtu doświadczyły, że to jest trauma, z której działania można się wyzwolić.

Pozwalając sobie na nienawiść i gniew wobec sprawcy i danie ujścia nagromadzonej nieraz latami frustracji.

Pozwalając sobie na pozbycie się brzemienia winy. Za gwałt ZAWSZE odpowiedzialny jest gwałciciel, a nie ofiara.

Pozwalając sobie na płacz „z jajników”, oczyszczający przeszłość.

Początkiem drogi uzdrawiania siebie jest USZANOWANIE SIEBIE i SWOJEGO CIAŁA.

W każdy dostępny i satysfakcjonujący sposób.

Zauważenie piękna swojego ciała. Każdego centymetra.

Nauka dobrego dotyku. Masaż.

Odkrywanie na nowo kobiecości – zapuszczenie włosów i sukienki działają cuda. Zwłaszcza, jeśli do tej pory chodziło się tylko w spodniach – „bo tak bezpieczniej”.

Zobaczenie w swoim otoczeniu mężczyzn, takich prawdziwych, dobrych, szanujących kobiety i koleżeństwo z nimi.

Gwałt jest tylko niechcianym etapem życia. Odbierając mu znaczenie, odbieramy mu moc.

Mocą jest KOBIECOŚĆ I SZACUNEK DO SIEBIE.

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.