Po co ludziom terapia?

Po co ludziom terapia?

Po co ludziom terapia?

Po co ludziom terapia?

 

Żeby ktoś w końcu wysłuchał

Żeby usłyszał

Żeby zadał pytania, których nikt inny nie zada

Żeby zadał pytania, których chcą, a jednocześnie boją się usłyszeć

Żeby ktoś podjął za nich decyzję

Żeby zdjął brzemię odpowiedzialności

Żeby dał wsparcie

Żeby można było się podzielić swoim światem, swoją przeszłością, swoją traumą

Żeby wyrzucić z siebie to wszystko, co kumulowało się przez lata

Żeby popatrzeć na siebie innymi oczami, nawet jeśli w pierwszym odruchu nie jest się w stanie zaakceptować tego, co one widzą

Żeby usłyszeć swoje słowa wypowiadane na głos i zrozumieć ich znaczenie

Żeby być w miejscu bezpiecznym na tyle, żeby można było płakać

Żeby można być zrozumianym, a nie ocenianym

Żeby zacząć budować nowego siebie

Żeby uwierzyć w swoją siłę i pozwolić sobie na słabość

Żeby zdjąć te wszystkie warstwy starannie nakładane przez lata, które już bardziej ciążą niż pomagają

Żeby zacząć lżej oddychać

Żeby zacząć rosnąć

Żeby zobaczyć piękno w sobie

Żeby sobie na nie pozwolić

Żeby zaufać i wierzyć

Żeby żyć sobą

Współuzależnienie – jak to się zaczyna

Współuzależnienie – jak to się zaczyna

Współuzależnienie – jak to się zaczyna

Współuzależnienie

 

„Utrwalona forma uczestnictwa w długotrwałej i trudnej lub niszczącej sytuacji życiowej ograniczającej w sposób istotny swobodę wyboru postępowania, prowadząca do pogorszenia własnego stanu i utrudniająca zmianę własnego położenia na lepsze”
(Z. Sobolewska, J.Mellibruda, Koncepcja i terapia współuzależnienia, „Alkoholizm i Narkomania, 3/97).

Brzmi to dość oficjalnie, sucho – zobaczmy, jak to przełożyć „na ludzki”.

Współuzależnienie dotyczy dorosłych osób, które decydują się na utrzymywanie relacji z alkoholikiem, mimo stałego wzrostu kosztów własnych (emocjonalnych, ekonomicznych, każdych). Robią to dobrowolnie (przynajmniej im się tak zdaje), mimo szkód, problemów czy trudności, które się z tą relacją wiążą.

 

Dlaczego?

Powodów jest mnóstwo.

Mają misję – „dzięki mnie przestanie pić”, „moja miłość go uzdrowi”, „razem znajdziemy rozwiązanie problemów”

Mają poczucie winy – „byłam złą żoną”, „nie dość mocno go kocham, poprawię się”, „jestem nudną żoną, nic dziwnego, że pije” – ten aspekt jest szczególnie często wzmacniany przez pijących mężów

Mają swoje schematy – „mężczyźni piją, tata pił, wujek pił, brat pije to i mąż pije – tak mają”, „lepszy mąż alkoholik niż żaden”

Są posłuszne skryptom rodzinnym – „w naszej rodzinie zawsze tak było”, „masz być dobrą żoną”, „ciesz się, że ktoś Cię chciał”

Mają wizję – „kocham go za jego potencjał i przyszłe możliwości”, „jego picie jest stanem przejściowym, zaraz ulegnie zmianie i stanie się trzeźwy – bo ja jestem obok niego i wspieram”, „tylko ja jestem w stanie mu pomóc w trzeźwieniu”

 

Osobowość przedwspółuzależnieniowa

Podstawową cechą współuzależnienia jest skoncentrowanie na alkoholiku, życie jego życiem, jego uzależnieniem

Dlatego często  współuzależnionymi stają się:

  • kobiety nauczone w domu rodzinnym stawiania siebie na drugiej (albo i dalszej) pozycji,
  • które czują się gorsze, przyzwyczajone do  zaspokajania czyichś potrzeb przed swoimi, mało asertywne, uległe,
  • kobiety, których osobowość można nazwać za Seligmanem (Seligman, M., Walker, E., Rosejhan, D. Psychopatologia, Warszawa, Zysk, 2003) osobowością zależną – w obawie przed byciem odrzuconą zgadzają się na ponoszenie kosztów i niedecydowanie
    o sobie
  • kobiety przyzwyczajone do tego, żeby zabierać o miłość i bycie zauważoną – bo w taki sposób zabiegały np. o miłość niedostępnego emocjonalnie ojca.

Często są to kobiety, których ojcowie pili (sprawdza się to w ok. 60% przypadków) lub miały bardzo silną więź z matką (niepozwalająca na rozwój samodzielności). Niekiedy te, które wkręciły sobie opowieść o księciu z bajki, pasującym jak ulał i zaspokajającym wszelkie emocjonalne dziury, który wydłubało w nich dzieciństwo i dorastanie.

Co daje związek z alkoholikiem?

  • silne, ekstremalne emocje z każdego krańca ich spectrum – część współuzależnionych kobiet jest tak silnie uzależniona od tej huśtawki emocji, że to ona je najsilniej trzyma w takiej relacji. Często też zdarza się, że trudno im w przyszłości odnaleźć się w nowej relacji, spokojnej relacji, bo ciągle za tymi skrajnościami tęsknią i są od nich zależne
  • poczucie bycia potrzebną – „nareszcie ktoś mnie chce i potrzebuje, czyli nie jestem taka beznadziejna jak mi mówili do tej pory”
  • poddanie się mechanizmowi iluzji – „jesteśmy stworzeni dla siebie”, „jesteś brakującym puzzlem w układance mojego życia”, „całe życie na kogoś takiego czekałam” – nie zapominajmy, że alkoholicy są najczęściej inteligentni, czarujący i świetnie manipulują swoim otoczeniem.

Warto pamiętać też, że alkoholik nie codziennie pokazuje się ze swej „promilowej” strony. Ma momenty, krótsze bądź dłuższe, kiedy jest dobry, miły, wspierający, namiętny, uwodzący. Mówi dokładnie to, co jego kobieta chce usłyszeć, i zachowuje się w sposób, jaki jest od niego oczekiwany. I to właśnie te momenty dają coś, co moim zdaniem bardzo silnie utrzymuje kobiety – dają NADZIEJĘ, ŻE JESZCZE BĘDZIE NORMALNIE I DOBRZE. I na tej nadziei budują one przyszłość, zwłaszcza kiedy pojawiają się dzieci, a ona jest wychowana w tradycji „dla dobra dzieci nie rozwodzimy się” (BTW ta tradycja wg mnie przynosi więcej szkód niż korzyści, ale o tym innym razem).

 

Przyzwyczajenie do patologii

I tu dochodzimy do kolejnego silnego mechanizmu współuzależnienia – przyzwyczajenia się do narastającej patologii relacji. Można to nazwać „syndromem żaby” – wrzucona do wrzątku ucieka, włożona do wody, którą systematycznie się podgrzewa, zostaje w niej, nie dostrzegając niebezpieczeństwa. Możemy to też nazwać habituacją – czyli przyzwyczajeniem do bodźca i zaprzestaniem reagowania nań. Współuzależnione kobiety oswajają się z zaistniałą sytuacją, uczą się sobie radzić bez liczenia na pomoc męża/partnera, czy to w kwestiach finansowych, czy dotyczących wychowywania dzieci, czy jakichkolwiek.

I nikt kto nie zna mechanizmu współuzależnienia ani nie doświadczył go na sobie nie jest w stanie zrozumieć ich trwania w takiej sytuacji. Tak jak alkoholik potrafi przesuwać swoje dno picia, tak one nauczyły się przesuwać swoje dno wytrzymałości.

P.S. jeżeli rysunek Was rozśmieszył to dobry znak, jeśli zastanowił – to może sygnał, że współuzależnienie jest Wam bliższe niż sądziliście …

Alkoholizm – mechanizmy działania

Alkoholizm – mechanizmy działania

Alkoholizm – mechanizmy działania

Zaczyna się zazwyczaj niewinnie

Urodziny/imieniny/ślub/chrzciny/rozwód/śmierć, zdany egzamin/oblany egzamin, parapetówka.

Czasem to odkrycie, że kieliszek wina czy jedno piwko po pracy wnoszą w życie błogi spokój i odprężenie. Czasem stają się remedium na stres okołopracowy czy marudzącego współmałżonka albo wrzeszczące dzieci.
Z czasem przestajemy sięgać po alkohol, bo chcemy. Zaczynamy po niego sięgać, bo coraz głośniejszy głos w naszej głowie mówi „napij się, będzie lepiej”, a potem picie staje się nawykiem, wchodzi w schemat dnia.

Pobudka, praca, powrót, piwo, drzemka, obiad, piwo, zakupy (a może „szczeniaczka” przy okazji?), TV, piwo, sen. Z czasem wątek „piwo” może zacząć się pojawiać w ramach trybu „praca”, a czasem, gdy alkoholizm rozwinie się jeszcze bardziej i przed nią – no bo latające w delirce dłonie nie są najlepszą naszą wizytówką, a i pracować się takimi nie da.

Na hasło kogoś z otoczenia „Czy Ty przypadkiem nie masz problemów z alkoholem” odpowiedź pada jedyna właściwa – NIE. Ironicznie rzecz ujmując jest to prawda. Problemy pojawiają się wtedy, kiedy alkoholu w krwioobiegu nie ma.

Więc padają standardowe odpowiedzi „piję, bo lubię”, „piję za swoje” – no niby jakiś wspólny budżet domowy jest, ale nie w tej kwestii, „pije, bo jestem zmęczony”, „piję, bo chcę” – choć po prawdzie to już „muszę” i ulubione przez wszystkich terapeutów uzależnień i wyśmiewane przez trzeźwych alkoholików – „mam kontrolę nad swoim piciem, jak będę chcieć to przestanę”. Sedno bycia alkoholikiem polega bowiem na tym, że NIE MA SIĘ KONTROLI NAD SWOIM PICIEM. I dopiero uznanie tego faktu pozwala wyzdrowieć.

 

Mechanizm iluzji i zaprzeczeń

Ale od czego ma się MECHANIZM ILUZJI I ZAPRZECZEŃ – to on jest reżyserem życia alkoholika. Kręci w jego głowie filmy, mające niewiele wspólnego z rzeczywistym życiem dziejącym się wokół, np. życiem rodziny. Jego podstawowym zadaniem jest ochrona status quo – czyli w tym przypadku koncepcji „jestem ok i nic niewłaściwego nie robię”. I to on na pytanie „czy piłeś” odpowiada „nie” mimo zionięcia gorzelnianym zapachem na odległość metra. To on powie, że przecież tylko jedno piwo po pracy mimo, że w koszu piętrzy się 12 puszek po 3 dniach. To on nie doliczy się kosztów przepitego alkoholu w ciągu np. miesiąca (na terapii alkoholicy mają za zadanie podsumować ilość pieniędzy wydanej na picie – sumy idą w setki i tysiące złotych – ale dopiero trzeźwi mogą te sumy zobaczyć, pijąc ich nie widzieli, potrzeba dostarczenia sobie alkoholu była silniejsza niż ekonomia).

Mechanizm ten w umyśle alkoholika eliminuje fakty mówiące o tym, że picie mu szkodzi. Bazuje trochę na dysonansie poznawczym – kiedy mam do wyboru dwie sprzeczne informacje dotyczące tego samego zagadnienia wybiorę tę, która mi bardziej odpowiada, redukując w ten sposób powstałe napięcie albo zracjonalizuję sobie, że mnie to nie dotyczy. Niejednokrotnie alkoholik umierając np. na marskość wątroby spowodowaną wieloletnim piciem będzie mówił wszem i wobec, że jego stan jest spowodowany lekami podawanymi mu przez lekarza. Podobnie diagnozowane nadciśnienie w jego mniemaniu jest spowodowane nadmierną podażą soli czy stresującym trybem życia. Mechanizm iluzji i zaprzeczeń nie służy tylko do przekonywania o czymś osób z otoczenia alkoholika, on przede wszystkim służy przekonaniu i „rozgrzeszeniu” SIEBIE SAMEGO. I jest jednym z mechanizmów, za pomocą których alkoholizm jako choroba dba o to, żeby nie stracić żywiciela.

Z czasem stwarzanie alternatywnej rzeczywistości staje się normą dla alkoholika. On sam nie rozróżnia co wydarzyło się naprawdę, a co jest tworem jego umysłu. Dla otoczenia jest to katorga. Bo otoczenie do pewnego momentu wierzy w historie opowiadane przez osobę pijącą i usiłuje się do nich dopasować, wziąć pod uwagę i bazować na nich przy planowaniu dalszego wspólnego życia. Ale to nie ma najmniejszego sensu … Historie te NIE MAJĄ ODNIESIENIA DO RZECZYWISTOŚCI. Niejednokrotnie są zbiorem wzajemnie sobie zaprzeczających zdań układających się w spójną całość jedynie w umyśle osoby pijącej. Ale kiedy wraz z nasileniem picia dochodzi do zmian poznawczych w obrębie pamięci – to i ona zaczyna „gubić się w zeznaniach”. Pytanie kto wg niej jest za zaistniałe błędy w komunikacji odpowiedzialny? ZAWSZE KTOŚ INNY. Brak odpowiedzialności i kłamstwa to jest real życia z alkoholikiem, u którego mechanizm iluzji i zaprzeczeń rozwinął się wysokim stopniu. Winny jest współmałżonek, dzieci, szef, koledzy z pracy, sąsiedzi. Nigdy on. A tak naprawdę winny jest alkohol i jego potrzeba myślenia magiczno-życzeniowego i tworzenia bezpiecznych warunków do dalszego picia. ALKOHOLIK ŻYJE W INNYM ŚWIECIE NIŻ JEGO OTOCZENIE, ŻYJE W ŚWIECIE SWOJEGO UMYSŁU I MECHANIZMÓW PODTRZYMUJĄCYCH PICIE. MA ALKOHOLOWĄ WIZJĘ ŚWIATA. Jest chorym człowiekiem i tak go trzeba postrzegać.

 

Mechanizm rozdwojonego JA

Kolejnym mechanizmem kierującym życiem alkoholika jest MECHANIZM ROZDWOJONEGO JA – taki swoisty dr Jekyll i mr Hyde. Osobowość spolaryzowana, w której nie ma miejsca na szarości, jest albo białe albo czarne. Ważna jest szybkość przechodzenia z jednego stanu do drugiego – czasem to kwestia sekund. Stały rollercoaster emocjonalny zapewniany otoczeniu, zmienność zachowań, niemożność planowania czegokolwiek. Brak możliwości przewidzenia w jakim stanie alkoholik będzie kiedy przejdzie przez próg. Jak to wygląda w praktyce? Ano tak: serdeczny, uśmiechnięty człowiek nagle rzucający talerzami; ciepły ojciec drący znienacka zeszyty i książki; ukochany partner, który w mgnieniu oka potrafi przyłożyć nóż do szyi. Co powoduje przełączenie między tymi osobowościami? To, czy alkoholik jest wypity czy nie. Czy już zaspokoił swój głód alkoholowy czy jeszcze nie. Czy poddał się po raz kolejny czy jeszcze walczy. Ludzie żeby dobrze funkcjonować i „nie zwariować” potrzebują poczucia bezpieczeństwa i przewidywalności swego otoczenia – życie z alkoholikiem nigdy tego nie da … Bo nigdy nie wiadomo z którym „onym” ma się do czynienia” i jak w związku z tym należy się zachować.

 

Mechanizm nałogowej regulacji uczuć

I jako wisienka na torcie mechanizm NAŁOGOWEJ REGULACJI UCZUĆ. Alkoholik nie rozumie emocji, których doświadcza. Zapytany co czuje odpowie „nie wiem”, „co się czuje w takiej sytuacji?”. Będzie Was pytał po wielokroć o wytłumaczenie tego czym jest np. lojalność, miłość, tęsknota … Nie znaczy, że ich nie odczuwa. Odczuwa. I w momencie kiedy go zalewają, on nie wie co z nimi robić i jak się zachować i co robi? Odwzajemnia im się tym samym. Zalewa emocje. Zalewa robaka co go drąży. Pisałam już o tym, że wg mnie podłożem alkoholizmu są nierozwiązane kwestie emocjonalne. Skoro coś mnie boli, a ja nie wiem co z tym zrobić i do tej pory sprawdzał się alkohol to nie będę próbować niczego innego. Alkohol powoduje NATYCHMIASTOWĄ redukcję napięcia związanego z nieprzyjemnym (ale i przyjemnym, ale niezrozumiałym stanem emocjonalnym, znieczula). Myślę, że większość z nas zna taki stan. Ale też zdrowy człowiek sięgnie po inne, nieuzależnieniowe środki dla poprawy nastroju – pogada z kimś, pójdzie na terapię, przejedzie się na rowerze dostarczając sobie endorfin, pójdzie do kina itp. itd. Alkoholik zna tylko jedno lekarstwo – promile … Alkoholicy nie mają wyuczonych mechanizmów reagowania na frustrację, napięcie musi być redukowane jak najszybciej, emocji w ich mniemaniu pozytywnych dostarcza tylko alkohol. I on też natychmiastowo niweluje przykre uczucie napięcia. Jest lekiem na całe zło (ale i niezrozumiałe dobro) wszechświata. Alkoholik chemicznym środkiem radzi sobie z niezrozumiałym dla niego i przytłaczającym i przerażającym światem emocji i uczuć. Dlatego takim koszmarem jest moment, kiedy tego środka nie ma … I dlatego jedną w pierwszych strategii w terapii alkoholizmu jest ta ucząca PRZEŻYWANIA EMOCJI I UCZUĆ, a nie ucieczki przed nimi w świat chemicznych substytutów życia.

Ale żeby dojrzeć do abstynencji a potem trzeźwości trzeba wg mnie albo mieć silną wolę albo spotkać się ze swoim dnem. A o to w życiu alkoholika trudno …

Bo przecież dno można przesuwać …

Alkohol – po co i dlaczego …

Alkohol – po co i dlaczego …

Alkohol – po co i dlaczego …

Drodzy czytelnicy,

Zbierałam się do tej tematyki jak pies do jeża, albo uskuteczniałam prokrastynację. To zależy czy wolicie wytłumaczenia „po ludzku” czy psychologiczne .

No i w końcu temat dojrzał i zaowocuje kilkoma postami. Gdyż dojrzałam (uwielbiam takie gry słów) w Internetach obrazek, który posłużył dziś za ilustrację postu. Najprostsza i najwięcej mówiąca o alkoholizmie grafika jaką widziałam.

Pokazuje ona, że aktywność podjęta dobrowolnie (z reguły) z czasem przestaje taką być. I „piję, bo lubię” zamienia się w „piję, bo muszę”. Bo na dnie butelki, drinka czy puszki z piwem mieści się haczyk – dla alkoholika ma on wygrawerowany napis „i nie opuszczę Cię aż do śmierci, albo przynajmniej bardzo będę się starać, żeby tak było”.

 

Po co …

Alkohol nęci – nagłą swobodą, elokwencją, przekroczeniem nieśmiałości, przesunięciem granic, odprężeniem, zniesieniem bólu fizycznego stale napiętego ciała, ułatwieniem wejścia w kontakty towarzyskie.

Alkohol mówi – napij się, a świat będzie piękniejszy – w końcu „wino, kobiety i śpiew” …

Alkohol obiecuje – zapomnisz o zmęczeniu, zapomnisz o strachu, zapomnisz o rzeczywistości.

Alkohol zapewnia – pomogę Ci pokonać problemy, zwiększę Twoją kreatywność, w Twoim zawodzie to wręcz wskazane, zobacz inni to robią i jacy są cool, przecież to tradycja na polskim stole i w polskiej obyczajowości …

Alkohol jest bardzo przekonujący, jest jak pasożyt potrzebujący nosiciela, jak wirus w twardym dysku. Alkoholizm to choroba. Przewlekła. Niejednokrotnie śmiertelna – zawsze zabija uczuciowość wyższą, więc nie oczekujcie po alkoholiku miłości, uczciwości, lojalności czy honoru; niekiedy zabija też ciało – zmęczone radzeniem sobie z substancjami, które są dla niego trucizną – najszybciej pada układ pokarmowy, krążenia, neurologiczny.

 

Dlaczego …

Mam jednakże wrażenie, że alkoholizm nie jest „samodzielną jednostką chorobową”. Z mojego punktu widzenia jest OBJAWEM czegoś, co siedzi sobie pod spodem i SPOSOBEM poradzenia sobie z tym czymś.

Czym może być to COŚ? – samotnością, odrzuceniem, niskim poczuciem własnej wartości, zmęczeniem, potrzebą aprobaty społecznej (niekiedy za wszelką cenę), nieśmiałością, nadmierną wrażliwością, nieumiejętnością radzenia sobie ze sobą i z życiem, przekazem wyniesionym z rodziny („wszyscy piją”), lękiem, depresją, fizycznym bólem, nudą itp., itd.

Na trzeźwo – JESTEM NIKIM. Po alkoholu – JESTEM BOGIEM ….

Z czasem alkohol staje się dezadaptacyjnym mechanizmem obronnym, mechanizmem ucieczkowym. To już jest ten etap bycia złapanym na haczyk. Przed czym broni? Przed sobą …

 

Po co i dlaczego …

Tomasz Jastrun w fantastycznej książce/dialogu z Wojciechem Eichelbergerem „Męskie pół świata” napisał „Alkohol pomaga tylko doraźnie, w sumie pogarsza sytuację. Mechanizm jest banalny – jak bolą zęby duszy, a bolą czasem okrutnie, nie do zniesienia, to człowiek jest w gotów zrobić niemal wszystko, by boleć przestały. Ludziom, których nie boli dusza, trudno to zrozumieć. MOŻNA CHYBA POWIEDZIEĆ, ŻE NIGDY NIE NADUŻYWA SIĘ ALKOHOLU, KIEDY JEST SIĘ SZCZĘŚLIWYM CZŁOWIEKIEM. SZCZĘŚLIWI NIE MUSZĄ SZUKAĆ UCIECZKI OD SIEBIE” ….

Let it go …

Let it go …

Let it go …

Potraficie odpuścić kontrolę nad tym co dookoła czy ciągle macie sznurki pociągające za każdy aspekt życia?

Czy zaplanowaliście swoje życie do co najmniej 89 urodzin czy też czekacie na każdy dzień jak Forrest Gump na pudełko czekoladek zastanawiając się co będzie w środku?

Wierzycie z jakiś odgórny plan, który ma dla Was Wszechświat czy też mozolnie kreujecie swoje życie z dnia na dzień?

 

Co się dzieje kiedy puszczacie kontrolę, a co kiedy ją nasilacie?

Kiedy kontrola staje się nadmierna?

Kiedy staje się obsesją?

Kiedy staje się zaburzeniem?

Kiedy odpuszczenie sobie jest wskazane?

Kiedy jest zdrowe?

Kiedy staje się lenistwem?

 

Prawo akcji i reakcji

Kiedyś, wieki temu jak chodziłam do klasy mat-fiz (tak, tak był taki czas w moim humanistycznym życiu ), zapoznali nas z prawem akcji-reakcji – w wersji dla humanistów brzmi ono tak – im bardziej na kogoś/coś naciskasz, tym bardziej ten ktoś/coś naciśnie na Ciebie. Wniosek – wywieranie presji na dłuższą metę może nie być zasadne, bo dostaniesz w nos (czasem dosłownie).

Filozofia Zachodu mówi, że Tyś kreatorem swego losu, buduj go wytrwale, planuj, zapobiegaj i wdrażaj.

Filozofia Wschodu – że im bardziej pozwalasz na flow, tym większe cuda się dzieją.

 

A może wystarczy popatrzeć jak nasze życie się rozwija kiedy mu na to pozwalamy?

Bo w sumie czy wiemy tak do końca co najlepsze dla nas? Czy jesteśmy w stanie ogarnąć te wszystkie zmienne, które składają się na równania naszego życia? I przewidzieć ich pojawienie się i oszacować ich wpływ na nas?

Może jeśli się otworzymy i nauczymy przyjmować, pojawią się w naszym życiu sytuacje i osoby, o których obecności nigdy nie ośmieliliśmy pomarzyć.

I zmniejszając napięcie, zmniejszamy też prawdopodobieństwo dostania w nos

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.