Współuzależnienie – jak to się zaczyna
Współuzależnienie – jak to się zaczyna
Współuzależnienie
„Utrwalona forma uczestnictwa w długotrwałej i trudnej lub niszczącej sytuacji życiowej ograniczającej w sposób istotny swobodę wyboru postępowania, prowadząca do pogorszenia własnego stanu i utrudniająca zmianę własnego położenia na lepsze”
(Z. Sobolewska, J.Mellibruda, Koncepcja i terapia współuzależnienia, „Alkoholizm i Narkomania, 3/97).
Brzmi to dość oficjalnie, sucho – zobaczmy, jak to przełożyć „na ludzki”.
Współuzależnienie dotyczy dorosłych osób, które decydują się na utrzymywanie relacji z alkoholikiem, mimo stałego wzrostu kosztów własnych (emocjonalnych, ekonomicznych, każdych). Robią to dobrowolnie (przynajmniej im się tak zdaje), mimo szkód, problemów czy trudności, które się z tą relacją wiążą.
Dlaczego?
Powodów jest mnóstwo.
Mają misję – „dzięki mnie przestanie pić”, „moja miłość go uzdrowi”, „razem znajdziemy rozwiązanie problemów”
Mają poczucie winy – „byłam złą żoną”, „nie dość mocno go kocham, poprawię się”, „jestem nudną żoną, nic dziwnego, że pije” – ten aspekt jest szczególnie często wzmacniany przez pijących mężów
Mają swoje schematy – „mężczyźni piją, tata pił, wujek pił, brat pije to i mąż pije – tak mają”, „lepszy mąż alkoholik niż żaden”
Są posłuszne skryptom rodzinnym – „w naszej rodzinie zawsze tak było”, „masz być dobrą żoną”, „ciesz się, że ktoś Cię chciał”
Mają wizję – „kocham go za jego potencjał i przyszłe możliwości”, „jego picie jest stanem przejściowym, zaraz ulegnie zmianie i stanie się trzeźwy – bo ja jestem obok niego i wspieram”, „tylko ja jestem w stanie mu pomóc w trzeźwieniu”
Osobowość przedwspółuzależnieniowa
Podstawową cechą współuzależnienia jest skoncentrowanie na alkoholiku, życie jego życiem, jego uzależnieniem
Dlatego często współuzależnionymi stają się:
- kobiety nauczone w domu rodzinnym stawiania siebie na drugiej (albo i dalszej) pozycji,
- które czują się gorsze, przyzwyczajone do zaspokajania czyichś potrzeb przed swoimi, mało asertywne, uległe,
- kobiety, których osobowość można nazwać za Seligmanem (Seligman, M., Walker, E., Rosejhan, D. Psychopatologia, Warszawa, Zysk, 2003) osobowością zależną – w obawie przed byciem odrzuconą zgadzają się na ponoszenie kosztów i niedecydowanie
o sobie - kobiety przyzwyczajone do tego, żeby zabierać o miłość i bycie zauważoną – bo w taki sposób zabiegały np. o miłość niedostępnego emocjonalnie ojca.
Często są to kobiety, których ojcowie pili (sprawdza się to w ok. 60% przypadków) lub miały bardzo silną więź z matką (niepozwalająca na rozwój samodzielności). Niekiedy te, które wkręciły sobie opowieść o księciu z bajki, pasującym jak ulał i zaspokajającym wszelkie emocjonalne dziury, który wydłubało w nich dzieciństwo i dorastanie.
Co daje związek z alkoholikiem?
- silne, ekstremalne emocje z każdego krańca ich spectrum – część współuzależnionych kobiet jest tak silnie uzależniona od tej huśtawki emocji, że to ona je najsilniej trzyma w takiej relacji. Często też zdarza się, że trudno im w przyszłości odnaleźć się w nowej relacji, spokojnej relacji, bo ciągle za tymi skrajnościami tęsknią i są od nich zależne
- poczucie bycia potrzebną – „nareszcie ktoś mnie chce i potrzebuje, czyli nie jestem taka beznadziejna jak mi mówili do tej pory”
- poddanie się mechanizmowi iluzji – „jesteśmy stworzeni dla siebie”, „jesteś brakującym puzzlem w układance mojego życia”, „całe życie na kogoś takiego czekałam” – nie zapominajmy, że alkoholicy są najczęściej inteligentni, czarujący i świetnie manipulują swoim otoczeniem.
Warto pamiętać też, że alkoholik nie codziennie pokazuje się ze swej „promilowej” strony. Ma momenty, krótsze bądź dłuższe, kiedy jest dobry, miły, wspierający, namiętny, uwodzący. Mówi dokładnie to, co jego kobieta chce usłyszeć, i zachowuje się w sposób, jaki jest od niego oczekiwany. I to właśnie te momenty dają coś, co moim zdaniem bardzo silnie utrzymuje kobiety – dają NADZIEJĘ, ŻE JESZCZE BĘDZIE NORMALNIE I DOBRZE. I na tej nadziei budują one przyszłość, zwłaszcza kiedy pojawiają się dzieci, a ona jest wychowana w tradycji „dla dobra dzieci nie rozwodzimy się” (BTW ta tradycja wg mnie przynosi więcej szkód niż korzyści, ale o tym innym razem).
Przyzwyczajenie do patologii
I tu dochodzimy do kolejnego silnego mechanizmu współuzależnienia – przyzwyczajenia się do narastającej patologii relacji. Można to nazwać „syndromem żaby” – wrzucona do wrzątku ucieka, włożona do wody, którą systematycznie się podgrzewa, zostaje w niej, nie dostrzegając niebezpieczeństwa. Możemy to też nazwać habituacją – czyli przyzwyczajeniem do bodźca i zaprzestaniem reagowania nań. Współuzależnione kobiety oswajają się z zaistniałą sytuacją, uczą się sobie radzić bez liczenia na pomoc męża/partnera, czy to w kwestiach finansowych, czy dotyczących wychowywania dzieci, czy jakichkolwiek.
I nikt kto nie zna mechanizmu współuzależnienia ani nie doświadczył go na sobie nie jest w stanie zrozumieć ich trwania w takiej sytuacji. Tak jak alkoholik potrafi przesuwać swoje dno picia, tak one nauczyły się przesuwać swoje dno wytrzymałości.
P.S. jeżeli rysunek Was rozśmieszył to dobry znak, jeśli zastanowił – to może sygnał, że współuzależnienie jest Wam bliższe niż sądziliście …

