Kogo zabiłeś w sobie, żeby nie zabić swoich rodziców?

Kogo zabiłeś w sobie, żeby nie zabić swoich rodziców?

Kogo zabiłeś w sobie, żeby nie zabić swoich rodziców?

Kogo zabiłeś w sobie żeby nie zabić swoich rodziców?

 

Rodzice – bogowie, nieomylni, święci

Takimi są w oczach dziecka, nawet wtedy kiedy dopuszczają się niewyobrażalnych czynów przemocy, zaniedbania, upodlania, pogardy, niszczenia

Bo jak małe dziecko ma poddać w wątpliwość szczere intencje tych, którzy go stworzyli?

Nie może przestać ich kochać, zadałoby to kłam jego istnieniu

Nie może ich znienawidzić, bo sprzeniewierzyło by się „szanuj ojca swego i matkę swoją”

Nie może ich zabić, bo to unicestwiło by jego

Co więc robi w obliczu kolejnych zbrodni dokonywanych na sobie?

Zaczyna zabijać w sobie tego, który jego zdaniem prowokuje rodzica do okrucieństwa. Bo przecież kiedy ten „zły bachor” umilknie i zniknie, rodzic znów będzie mógł być wspaniały …

Zabija więc radość, śmiech, krzyk, kreatywność, chęć życia, wolę tworzenia, autonomię, samostanowienie, inicjatywę, ufność, wiarę, nadzieję …

Zabija tego, kim miał się stać. Wyręcza swych rodziców, by tylko ci zaczęli znów patrzeć na niego łaskawym okiem i zaprzestali aktów zniszczenia. Wyręcza tego rodzica, który aktywnie niszczy i tego, którzy biernie współuczestniczy w tym dziele. Oboje …

I ma nadzieję, że będzie już dobrze…

Nie jest …

I wtedy przychodzi pomysł, żeby pozbyć się prześladowców, ale ten pomysł nie zostaje zrealizowany – bo działa prawo lojalności rodowej, moralność, miłość. Wiec co pozostaje by przetrwać?

Kontynuowanie zabijania siebie …

 

A Ty kogo zabiłeś w sobie, żeby nie zabić swoich rodziców?

 

Let it go …

Let it go …

Let it go …

Potraficie odpuścić kontrolę nad tym co dookoła czy ciągle macie sznurki pociągające za każdy aspekt życia?

Czy zaplanowaliście swoje życie do co najmniej 89 urodzin czy też czekacie na każdy dzień jak Forrest Gump na pudełko czekoladek zastanawiając się co będzie w środku?

Wierzycie z jakiś odgórny plan, który ma dla Was Wszechświat czy też mozolnie kreujecie swoje życie z dnia na dzień?

 

Co się dzieje kiedy puszczacie kontrolę, a co kiedy ją nasilacie?

Kiedy kontrola staje się nadmierna?

Kiedy staje się obsesją?

Kiedy staje się zaburzeniem?

Kiedy odpuszczenie sobie jest wskazane?

Kiedy jest zdrowe?

Kiedy staje się lenistwem?

 

Prawo akcji i reakcji

Kiedyś, wieki temu jak chodziłam do klasy mat-fiz (tak, tak był taki czas w moim humanistycznym życiu ), zapoznali nas z prawem akcji-reakcji – w wersji dla humanistów brzmi ono tak – im bardziej na kogoś/coś naciskasz, tym bardziej ten ktoś/coś naciśnie na Ciebie. Wniosek – wywieranie presji na dłuższą metę może nie być zasadne, bo dostaniesz w nos (czasem dosłownie).

Filozofia Zachodu mówi, że Tyś kreatorem swego losu, buduj go wytrwale, planuj, zapobiegaj i wdrażaj.

Filozofia Wschodu – że im bardziej pozwalasz na flow, tym większe cuda się dzieją.

 

A może wystarczy popatrzeć jak nasze życie się rozwija kiedy mu na to pozwalamy?

Bo w sumie czy wiemy tak do końca co najlepsze dla nas? Czy jesteśmy w stanie ogarnąć te wszystkie zmienne, które składają się na równania naszego życia? I przewidzieć ich pojawienie się i oszacować ich wpływ na nas?

Może jeśli się otworzymy i nauczymy przyjmować, pojawią się w naszym życiu sytuacje i osoby, o których obecności nigdy nie ośmieliliśmy pomarzyć.

I zmniejszając napięcie, zmniejszamy też prawdopodobieństwo dostania w nos

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.