Autonomia

 

Bo my wiemy …

Często – czy to pracując w „pomagającym” zawodzie, czy to mając podatną na niesienie pomocy osobowość stajemy w obliczu ryzyka współuzależnienia, „wszystkowiedztwa stosowanego” czy też bycia „ciocią dobrą radą”.

Bo my wiemy …

Bo się nauczyliśmy…

Bo sami doświadczyliśmy …

Bo przeszliśmy przez podobne sytuacje i relacje …

Bo jesteśmy w stanie przewidzieć jak dana sytuacja się skończy …

Bo znamy ten schemat działania i postępowania …

Bo … (tu wpisz wszystko co motywuje Ciebie)…

 

Czemu jeszcze tak działamy?

No i czasem jeszcze:
– czujemy odpowiedzialność (tu lecząco działa afirmacja „Nie jestem odpowiedzialna/odpowiedzialny za decyzje innych dorosłych osób”)
– jesteśmy zadaniowi (i wtedy proponuję zająć się przede wszystkim pracą nad sobą)
– bywamy zakochani (różowe okulary do kosza i tekst o tym, że miłość leczy wszystko i uzdrawia sama przez się też –> nasza miłość – nie, zdrowa miłość delikwentki/delikwenta do siebie – tak).
– itp itd wyuczone w procesie socjalizacji i poprzez oglądanie tv (dobra, to też część socjalizacji :-P).

Jest bardzo cienka granica pomiędzy „pomogę ci”, a ubezwłasnowolnię cię”; pomiędzy „pomogę ci”, a „uzależnię cię od siebie”; pomiędzy „pomogę ci, a zablokuję ci kontakt ze sobą samym”.

 

I skąd pewność, że nasza wizja świata jest właściwa dla tej drugiej osoby?

 

Dlatego wydaje mi się, że i w życiu prywatnym i zawodowym warto jest mieć na uwadze przede wszystkim to, że to klient/przyjaciel/kochanka/partner/koleżanka/przyjaciel/ … mają niezbywalne prawo decydowania o sobie, nawet jeśli ich decyzje nas w jakiś sposób niepokoją bądź bolą i my zrobilibyśmy inaczej.

To ich życie …

 

Parafrazując słowa Jeffa Fostera:

 

Nikogo nie możesz uratować.

Możesz być z nimi obecna/obecny, zaoferować swoją stabilność, zdrowy osąd, swój spokój.

Możesz nawet dzielić swoją ścieżkę z nimi, zaoferować swoją perspektywę widzenia świata.

Ale nie możesz zabrać ich bólu.

Nie może przejść ich ścieżki za nich.

Nie możesz podpowiedzieć im odpowiedzi, które są właściwe dla nich, ani nawet odpowiedzi, które są w stanie w tym momencie przyjąć.

Muszą znaleźć swoje własne odpowiedzi, zadawać swoje własne pytania lub pozbyć się dręczących ich pytań, zaprzyjaźnić się ze swoją własną niepewnością.

Muszą popełnić swoje własne błędy, poczuć swoją winę i wyrzuty sumienia, nauczyć się swoich własnych lekcji.

 

Ale ty nie możesz ich uzdrowić.

Nie możesz rozproszyć ich strachu, ich złości, ich poczucia bezsilności.

Nie możesz ich uratować, ani sprawić, że życie będzie dla nich łatwiejsze.

Jeśli popchniesz za bardzo stracą szansę na znalezienie swojej własnej unikalnej drogi.

Twoja droga, Twoje przekonania, Twój system wartości może nie być ich.

 

Jeśli prawdziwie chcą spokoju i ukojenia, muszą uwierzyć ścieżce zdrowienia, która rozściela się przed nimi….