O Odkrywaniu Siebie
Uwielbiam pracować z ludźmi. W różnoraki sposób. Rozmowa, masaż czy sesja fotograficzna – wszystkie te narzędzia mogą służyć odkrywaniu siebie, a to lubię najbardziej. Kiedy spod warstw życia, które każdy z nas nazbierał w ciągu swego życia, przyjął od innych czy też w które dał siebie wtłoczyć, znajduje się CENTRUM. Małego człowieka, może nieco zapomnianego, zaniedbanego, który ponad wszystko na świecie potrzebuje zauważenia i uważnienia. Wysłuchania i przytulenia. Uznania prawa do wszystkich swoich emocji i przeżyć i doznań. Zdjęcia odpowiedzialności za swoje otoczenie. Zmiany roli na samodzielnego aktora swojego życia, a nie postać drugoplanową, której scenariusz piszą inni.
Nie jest to proces, który dokonuje się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Z reguły wymaga czasu i przejścia przez różne etapy. Najtrudniej czasem jest zacząć. Bo skoro przez większość życia nikt nas słuchać nie chciał i negował nasze prawo do samostanowienia, to skąd nagle pomysł na to, że można…. Ale kiedy dochodzi się do granic wytrzymałości z samym sobą i otoczeniem, moment na wyrażanie siebie w pełni, wcześniej czy później się pojawi. Często poprzedzany jest latami życia w cieniu i bólu i frustracji. Aż zdarza się coś, co staje się kroplą przepełniającą czarę i zaczyna się proces znajdowania siebie.
W swojej pracy przekonałam się wielokrotnie, że początek związany jest z reguły z daniem sobie prawa do wyrażania SIEBIE, swojego zdania, swoich opinii, swoich traum, swoich żali, swojej wściekłości, swojej radości, swojej nienawiści. Swojej, zwolnionej ze smyczy konwenansów, swojej – nie czyjejś.
