Przecież nic się nie stało – czyli dziecięca trauma i jej konsekwencje.

Przecież nic się nie stało – czyli dziecięca trauma i jej konsekwencje

 

„Trauma pochodząca z dzieciństwa jest spowodowana wszystkim, co powoduje, że dziecko czuje się bezradne i co zaburza jego poczucie bezpieczeństwa i stabilności” – Casa Palmera Treatment Center.

 

Trauma przez duże T

Hasło „trauma” kojarzy się większości ludzi z przerażającymi, okropnymi i okrutnymi działaniami. I tak oczywiście jest. To tzw. „Trauma przez duże T”:

przemoc fizyczna – bicie ręką lub przy użyciu, pasa, kabla od żelazka itp., szarpanie, wyrywanie włosów, głodzenie, pozbawianie snu, przypalanie papierosami, napaści z użyciem narzędzi np. noża – przemoc kierowana bezpośrednio na dziecko lub zmuszanie go do bycia świadkiem takiej przemocy wobec innych członków rodziny …,

zmuszanie do uczestnictwa w aktywności seksualnej – ocieranie się, masturbowanie przy dziecku, przymuszanie dziecka do masturbacji, uprawianie na jego oczach seksu z wieloma partnerami, zmuszanie dziecka do podjęcia aktywności seksualnej z dorosłym, rodzicem lub innym członkiem rodziny …

zaniedbanie fizyczne i emocjonalne – niezaspokajanie podstawowych potrzeb materialnych, ubraniowych, lekarskich dziecka itp., ale także niereagowanie w sytuacjach, kiedy coś dzieje się w jego świecie; długotrwałe rozdzielenie z rodzicem (wychowywanie przez dziadków, przeciągające się pobyty w szpitalach, kolonie – lub po prostu rodzic zajęty tylko swoim życiem)

– uczestniczenie w wypadku samochodowym, nagła śmierć (niewytłumaczona) kogoś bliskiego,  niedyskutowana z dzieckiem przeprowadzka do innego miasta czy kraju, uzyskanie diagnozy o chorobie przewlekłej itp.

Ten rodzaj traumy wydaje się oczywisty i niepodważalnie wpływający na dalsze funkcjonowanie emocjonalne, intelektualne czy też społeczne dziecka.

 

Trauma przez małe t

Ale istnieje też szereg małych, z pozoru nieistotnych czynników ukazujących się w procesie wychowawczym, które również mają taki destrukcyjny wpływ na funkcjonowanie dziecka, a później i dorosłego, który ich doświadczył. To są „traumy przez małe t” – małe, pozornie nieznaczące, ciągle powtarzające się zachowania, tworzące przemocowy klimat wychowawczy.

Wyobraźcie sobie taką scenkę – rodzina siedzi przy stole, wspólny posiłek – z reklam wiemy, że to scala rodzinę i pokazuje więzi łączące jej członków – i dziecko po raz milionowy słyszy tekst „Jesteś pewny, że chcesz to zjeść, przecież już jesteś taki gruby”. Z pozoru niewinny tekst, a nawet wyraz troski o stan zdrowia potomka. A jaki niesie przekaz? „Nie chcę cię takim jaki jesteś. Zasłużysz na moje uznanie jak schudniesz. Przynosisz mi wstyd taki, jaki jesteś”.

Albo taki obrazek – rodzic przegląda Librusa (dziennik elektroniczny zapewniający stały dostęp do aktywności szkolnej dziecka), a tam oceny z gatunku „średnich”, a przecież dziecko ma być geniuszem realizującym plany życiowe rodzica. Co więc syn/córka usłyszy? „Ja w twoim wieku nie miałam takich możliwości. Nie musisz nic robić tylko się uczyć. Nawet tego nie potrafisz. Kto z ciebie wyrośnie?”. I znów komunikat – „Jesteś niewłaściwy taki, jaki jesteś. Nie doceniasz tego co ci oferuję. Nie akceptuję cię takim, jaki jesteś”

A taką historię znacie? Jesteście małoletni i stała wam się krzywda – upadliście, ktoś was pobił, pani w szkole oceniła wg was niesprawiedliwie, dziewczyna rzuciła, chomik umarł – stało się coś, co spowodowało, że wasz dotychczasowy świat runął. I odruchowo idziecie z tym problemem do swojego rodzica, po wsparcie, a może nawet i zrozumienie. I co słyszycie? „Mam ważniejsze sprawy na głowie. Nie zajmuj mi czasu tymi bzdurami. Jak będziesz dorosły, to dopiero się przekonasz, co to znaczy mieć trudno. Zajmij się lekcjami – to twój obowiązek”. No i nadzieja na wsparcie znika. Być może po raz kolejny. I po raz kolejny zostajecie ze swoim bólem sami. No, ale macie przysłowiowy „wikt i opierunek” więc czemu jest wam źle ….

 

Toksyczne zdania …

Toksyczność zmieniająca postrzeganie siebie i niszcząca pozytywną samoocenę kryje się w pozornie niewinnych słowach:

– gdyby nie ty, tatuś by nie pił,

– jakbyś była grzeczniejsza, to mamusia by się nie zdenerwowała i nie musiała cię uderzyć

– zobacz jak świetnie radzi sobie twój brat/siostra/sąsiadka/dziecko kuzyna Zenka, a ty?

– tyle dla ciebie poświęciłam, a ty jak się odpłacasz?

– ja w twoim wieku to dopiero miałem źle, a tobie się w głowie przewraca

– mój ojciec mnie bił i zobacz na jakiego porządnego człowieka wyrosłem, idź po pasek

– nie możesz iść do koleżanki, bo zostanę sama, zaopiekuj się mną

 

Moim dotychczasowym liderem jest „Szkoda, że się urodziłaś …”

 

Zdań takich można by mnożyć w nieskończoność. Na kursie „Przemoc w rodzinie”, który prowadzę obecnie na uczelni zamierzamy zebrać „Złote myśli przemocowe” – może kiedyś pojawią się na tej stronie.

 

Dorastamy w takich cichoprzemocowych rodzinach, nasycających nas toksycznością, odrzuceniem, brakiem akceptacji, samotnością. Budujemy swoją tożsamość na fałszywych przekazach dawanych nam przez naszych bogów – rodziców. Stajemy się produktem ich traum, ich niedojrzałości emocjonalnej czy też ich niewydolności wychowawczej.

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ trauma dzieciństwa nie kończy się kiedy stajemy się dorośli. Ludzki umysł najszybciej rozwija się do 6/8 roku życia i doświadczenia wtedy przeżywane „wgrywają się w nasze oprogramowanie” kierując naszym działaniem do czasu kiedy ich nie zarejestrujemy i nie postanowimy zrobić „aktualizacji oprogramowania”.

 

Oto jakich konsekwencji w dorosłym życiu możemy się spodziewać:

chronicznego napięcia – nauczeni w dzieciństwie podejmowania działań z gatunku „ucieczka lub walka” przyzwyczajamy nasze ciała do ciągłego podwyższonego poziomu kortyzolu i adrenaliny, jesteśmy w ciągłym alercie oczekując na atak. Kiedy zagrożenie znika nie oznacza to jednak, że napięcie znika. Umysł pozostaje w stanie nadmiernej czujności (jeden z syndromów PTSD), zachowując się tak i stymulując takie reakcje, jakby zagrożenie cały czas było obecne. Zauważcie np. reakcje na trzaśnięcie drzwiami, podniesiony ton głosu itp. obecnie totalnie niegroźne, bo jesteście dorośli, ale jak reagujecie … Może nadal z pozycji małego zastraszonego dziecka …

wycofania społecznego – lęk społeczny (Social Anxiety Disorder, SAD) jest często stwierdzany u osób, które doświadczyły poniżania, obelg, deprecjonowania czy przemocy werbalnej od swoich rodziców. Występuje także u tych dorosłych, którzy jako dzieci byli zaniedbywani, nie czuli się kochani czy zaopiekowani. Doświadczają oni w kontaktach międzyludzkich ciągłego lęku przed oceną, poczucia bycia obserwowanymi, gorszymi, nie dość kompetentnymi (mimo, że mają nieraz milion dokumentów potwierdzających ich wiedzę). Jeśli kiedykolwiek na spotkaniu nie zabrałaś/zabrałeś głosu na forum w obawie, że powiesz coś źle, albo że cię wyśmieją to może być twój case.
Niejednokrotnie łączy się to ze stanem:

permanentnej paniki – wszelkie sytuacje kiedy konieczna jest obiektywna ocena ich działania czy to na planie zawodowym czy prywatnym – które są nieodłącznym elementem naszego funkcjonowania społecznego – będą dla „lękowego” umysłu stanem, w którym oczekuje on na negatywną ocenę. Z tym przecież spotykał się nieustająco w dzieciństwie, często niezależnie od faktycznego poziomu wykonania. Panika na widok numeru telefonu szefa na wyświetlaczu, ściśnięte gardło przy konieczności rozmowy ze współpracownikami z zespołu, palpitacje serca, gdy skrzynka mailowa życzliwie donosi, że przełożony lub ktoś z miejsca pracy przesyła list – to na planie zawodowym. Na prywatnym – interpretowanie każdej uwagi partnera/partnerki jako oceny negatywnej, ciągłe poczucie nie bycia perfekcyjnym w roli partnera/rodzica/dziecka itp. Dodatkowo pojawiają się też natrętne myśli w stylu „co by było gdybym postąpiła/postąpił inaczej”

unikanie podejmowania działań ze względu na lęk – jako, że lęk, strach i przerażenie odcisnęły swoje piętno na dorastającym umyśle, dorosły nie chce podejmować zachowań potencjalnie obarczonych tymi emocjami. Teoretycznie jest to zdrowe podejście – po co narażać się na niebezpieczeństwo? Ale kiedy mówimy o dość prostych zdarzeniach, a nie wejściu na Kasprowy w japonkach, to może bardzo zniekształcać funkcjonowanie. Przykład – nie każdy lubi chodzić do dentysty, ale mimo tego chodzimy, bo zdrowie i estetyka i zyski przeważają koszty. Osoba, która doświadczyła dziecięcej traumy i strachu pozwala im także w dorosłym życiu sobą rządzić – stąd wizyta zostanie odwołana na czasem tzw. święty nigdy. Stąd jedną z ważniejszych rzeczy w terapii traumy jest nauka podejmowania aktywności mimo strachu, oczywiście stopniowo i zgodnie z zasadą „nic na siłę”

niedocenianie się – jeśli nie znam swojej wartości, nie umiem właściwie ocenić swoich kompetencji, boję się podejmować ważne decyzje życiowe, to najczęściej konsekwencją tego będzie: niezauważanie możliwości rozwoju i omijanie dobrych ofert pracy; wybieranie na partnera kogoś kto nas zauważył, a nie kogoś, kto będzie dla nas właściwy; pozostawanie na gorzej płatnych stanowiskach pracy itp.

 

Czy to oznacza, że wczesnodziecięca trauma jest wyrokiem na całe dorosłe życie?

Może być jeśli jej na to pozwolić.

Ale po co i dlaczego?

W imię lojalności dla osób, dzięki której się jej doświadczyło?

Wtedy znów okaże się, że „wygrali”…

 

A może czas powiedzieć sobie „boję się jak *****, ale to zrobię; przeprogramuję mój umysł i stanę się głównym menedżerem swojego życia”.

 

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Jeśli chciałabyś/chciałbyś mojej obecności w tym procesie zapraszam do Łodzi, Warszawy i online.

DH