Stres, bo jest dobrze …
Stres, bo jest dobrze …
I żyli długo i szczęśliwie w krainie bez stresu i zmartwień…
Brzmi jak bajka?
Dla części z nas jest.
Nie dlatego, że nie dopuszczamy myśli, że może być dobrze. My nawet całkiem świadomie tego chcemy.
Więc gdzie tkwi haczyk?
Jak zwykle w szczegółach, a raczej jednym szczególe – w naszym umyśle – a dokładniej w podświadomości.
No dobra, to nie zawsze jest szczegół :-). Czasem to całkiem dobrze funkcjonujący kombinat sterujący naszym życiem
I to on nam podpowiada sposoby reakcji na to, co nam się przydarza.
Więc czemu na sytuacje „miłe i przyjemne” włącza mu się czerwona lampka? Którą tak bardzo widać na załączonym obrazku?
Bo nas umysł jest wytrenowany, przyzwyczajony, oswojony z itp. itd. lękiem/strachem/niepewnością/złem/krzywdą – wstaw co rezonuje z Tobą – i jak mu powiemy „weź chłopie, jest ok.” to on panikuje.
Bo nie wie jak to jest.
Bo nie zna takich odczuć.
Bo jest to nieznane więc groźne.
Bo przyzwyczaił się do czegoś innego i nie wie co teraz.
Bo tzw. złe emocje, zły nastrój są jego NORMĄ – punktem odniesienia, wzorcem z Sevres.
Powiało patologią i dysfunkcjonalnością?
A co jeśli boisz się nie tego co złe, a tego co potencjalnie dobre, ale nieznane?
Może to jest ta przywoływana często „strefa komfortu”?
Wyjdź poza znane, oswojone, zaprzyjaźnione wręcz lęki. Zobacz co jest poza nimi.
Co ryzykujesz? Jak się nie uda wrócisz do ulubionego strachu.
A jak się uda? …..
Ponoć we Wszechświecie są tylko dwie siły – Lęk i Miłość.
Ty wybierasz.
Nawet jeśli się boisz 🙂
