Walentynki czyli zakochanie albo miłość, a może jedno i drugie

Walentynki czyli zakochanie albo miłość, a może jedno i drugie

 

 

 

 

Dzień, w którym MUSISZ być zakochana/zakochany – upssss. Really?

I czym właściwie jest to zakochanie … A czym jest miłość?

Uczeni jesteśmy przez mass media jakiegoś obrazu, który wydaje się nam niedoścignionym, aczkolwiek obowiązującym, wzorcem. Większość filmów i książek „o miłości” – tsaaaaa – opiewa ten stan jako:

–  ciągłe i nieustające „motyle w brzuchu” (zastanawialiście się kiedyś czy one się bidulki nie męczą tam i skrzydełka im nie opadają – także dosłownie?), to tak, jakby stale być na jakichś dopalaczach – może i ekscytujące przez jakiś czas, ale …

pożądanie, które trwa latami (no i tu neuromądrzyludzie, którzy mówią, że fizjologicznie nie jest to możliwe, bo hormony, feromony i inne neuroprzekaźniki nie są w stanie być aż tak aktywne przez dłuższy czas – polecam filmy Helen Fischer na platformie TED),  https://www.ted.com/talks/helen_fisher_the_brain_in_love?utm_campaign=tedspread&utm_medium=referral&utm_source=tedcomshare

dramę – im więcej, tym „miłości” też więcej – no, bo przecież jak jest szaleństwo jest związek, im więcej burzy tym więcej uczuć, im bardziej bije/rzuca/zdradza, ale wraca i jest – tym bardziej mu/jej zależy – absurd? Niestety nie. Przykłady? Chociażby bijący rekordy popularności „Pamiętnik” z Ryanem Goslingiem i Rachel McAdams, „50 twarzy Greya”, czy „365 dni” – ten przynajmniej jakieś filmowe Maliny dostał, ale czy to powód do chwały … Wszelakie „brazylijskie” telenowele czy reality show, w których plastik fantastik i silikon wszędzie (zamiast mózgu chyba też), pokazują „miłość” jako nieustającą walkę o uwagę i zainteresowanie i inne części ciała lubej/lubego.

społeczne uwarunkowania dotyczące zwłaszcza kobiet – MUSISZ być w związku, MUSZĄ być obok jakieś spodnie, MUSISZ urodzić dzieci – bo jak nie, to kim ty jesteś? Jakaś wybrakowana…. Nikt cię nie chce … co z tobą nie tak .. (tym wszystkim, które niedawno przeszły przez takie słodkie rodzinne teksty podczas Bożego Narodzenia i już „szykują się” na kolejny atak podczas Wielkanocy podaję wspierającą dłoń …). Można w te słowa uwierzyć i wejść w relację, która spełni czyjeś oczekiwania, ale i będzie nieszczęściem do końca życia

ale także mężczyźni takowym podlegają – ze słynnym i chorym „chłopaki nie płaczą” na czele – prosty komunikat zakazujący czucia. „Masz być silny, masz być wojownikiem, zbroi nie zapomnij założyć” – ciało to robi za nas, napinając mięśnie tak, że aż usztywniamy się cali – nie bądź wrażliwy, nie miej marzeń, nie chcij być kochany, nie fantazjuj o czułości, dotyku, przytuleniu. I lecą obrzydliwe określenia „maminsynek”, „pedał” i stała tresura. Przekaz jest dość prosty, jak się go umie dostrzec – „drogi synu, ja twój ojciec nie umiem w emocje, przerażają mnie, nie znam, poranili mnie kiedy byłem mały za ich okazywanie więc ty też nie możesz być w ich świecie – niby cię w ten sposób chronię, ale tak naprawdę zabijam”. Bo emocje to życie …. I ponieważ potrzebują jakoś ujścia więc odpalają się albo na zewnątrz w przemoc fizyczną, albo do środka, w autoagresję, nieszanowanie siebie, psychosomatykę – zawały, zaburzenia w sferze seksualnej, gastryczne, przeciążone ciało nie daje rady i woła o pomoc. Jaka jest najbardziej dostępna? Używki … i ich zbawienny efekt natychmiastowego regulowania uczuć.

O tym, że część z nas jest zauroczona dramą zakochania decydują też oczywiście

nasze rodzinne doświadczenia,

zwane także traumą wczesnodziecięcą – mój obszar działań zawodowych – które predystynują nas do wyboru określonego wzorca relacji (bo ten znamy …)

rodzice, którzy byli niedostępni emocjonalnie – „co jeszcze mogę zrobić drogi ojcze/droga matko, żebyście mnie zauważyli?”, „czym mogę zasłużyć na wasze zainteresowanie, bo nie śmiem tego nazwać miłością?”, „jak bardzo mam zrezygnować siebie, by zaistnieć w waszym świecie?” i wtedy, jako dorośli,  godzimy się na okruszki zainteresowania i uwagi innych dorosłych

rodzice przemocowi – nasze dziecięce mózgi łączą najczęstsze zachowania rodziców z ich uczuciami do nas, a chcemy wierzyć, że nas kochają – stąd paradoksalne wydawało by się połączenia „jak bije to kocha”, „jak poniża to kocha”, „jak upokarza to kocha” – zbyt często takie schematy pokazują się w mojej pracy terapeutycznej (czy to przy pracy np. EMDR czy ustawieniami hellingerowskimi) i budzą totalnie zdziwienie, zaskoczenie i przerażenie też, bym miała kwestionować ich zasadność.

rodzice, którzy byli manipulujący – „jeśli będziesz się dobrze uczyć mamusia będzie cię kochać”, „jeśli będziesz grzeczną dziewczynką tatuś nie będzie pił”, „jeśli ….. (zapomnisz o sobie i swoich potrzebach, to my rodzice zaszczycimy cię swoją uwagą przez chwilę)”. Jeśli …. Zapomnisz o sobie i wybierzesz moje dobro to będziesz mnie mogła/mógł nazywać swoim …. Oj, wysoka ta cena za „związek”, prawda?

rodzice nadmiernie krytyczni – „nic z ciebie dobrego nie wyrośnie”, „do niczego się nie nadajesz”, „kto cię będzie chciał” – kiedy nie dostaliśmy akceptacji jako dziecko jako dorośli zrobimy wiele, by jej w końcu doświadczyć. I wtedy „idealny” będzie dla nas partner, który będzie nam mówił jak mamy żyć, jakie kryteria spełniać, by nas zaszczycił swoją obecnością w naszym (ponoć) życiu, na którego uwagę musimy czymś „zasłużyć” – ale tu końca nie widać, nigdy nie staniemy się „wystarczający”, ale skoro taki model znamy, to zakasujemy rękawy i do orki … nad sobą rzecz jasna

rodzice „nieogarnięci życiowo” – nie radzący sobie z prowadzeniem gospodarstwa domowego, zarabianiem pieniędzy, niezaradni, nadużywających substancji psychoaktywnych – kiedy trzeba się stać „rodzicem dla swoich rodziców” to pociągający stają się partnerzy, którzy są swoistym „projektem” – ‘moja miłość go uleczy; – jedno z częściej wypowiadanych zdań przez osoby współuzależnione, ‘beze mnie sobie nie poradzi’ – zbawię i uleczę i będę niezastąpiona/niezastąpiony w jej/jego życiu (oj jakże szybko można się przekonać, że nie jest to prawdą). No, ale w końcu skoro mamy model sprawowania kontroli nad kimś lub potrzebujemy poczuć swoją moc to inaczej nie można być w relacji, prawda?

rodzice nadmiernie kontrolujący, dominujący – skoro nauczyli nas, że nie potrafimy dokonywać właściwych wyborów (pytanie wg czyjego klucza właściwych?), to szukamy partnerów, którzy poprowadzą za rączkę, wskażą kierunek, oświetlą drogę, podejmą decyzje za nas.

I nagle staje się jasne czemu wybiera się określony typ partnerów – powtarzamy to co znamy, do czasu kiedy tego nie wyciągniemy na światło dzienne i nie uleczymy.

 

Dlaczego te sytuacje z domu pochodzenia są tak ważne?

BO UCZĄ NAS JAK TWORZYĆ WIĘŹ Z INNYMI. Niestety często przez deprywację, i dramę, i ból .

I wtedy wchodzimy w relację z kimś kto jest albo uderzająco (nieraz dosłownie) podobny do naszego ważnego emocjonalnie rodzica, albo jest ciut od niego lepszy dla nas – „wydawał mi się świetną partią, bo …. zabrał mnie do kina, okazał trochę czułości, miałam poczucie, że jestem dla niego ważna, nie krzyczał, rzadko bił …..”. Zakochujemy się w potencjale, w naszym wyobrażeniu o kimś „widziały gały co chciały zobaczyć”, wierzymy w międzypokoleniowe skrypty, zadowalamy się okruszkami, nie dając sobie prawa do tortu …

„Zdrowe relacje wydają się nudne tym, którzy przywykli do relacji nasyconych toksycznością i dramą. Nie są pewni co zrobić z miłością, która jest spokojna, łagodna i nie wymaga od nich dokonywania ciągłych poświęceń” Glory Osei

No a co z tzw. „chemią”? Jeśli bazujemy na brakach, na pierwotnych instynktach, na głodzie odczuć, to chemią będzie emocjonalna niedostępność, niezaspokojenie, zdobywanie. Stąd uwielbienie do bad boyów i księżniczek na ziarnku grochu – im bardziej cię nie ma, tym bardziej cię pragnę. Ale jak już cię mam to co wtedy? Idę dalej …. Bo przecież ma być nieprzewidywalnie i bez intymności, tej duchowej i emocjonalnej, bo tego nie ma w opcjach i w to nie umiem.

Natomiast kiedy zaczynamy widzieć siebie, relacje i świat cały z pozycji bezpieczeństwa to chemią będzie spokój, zaufanie, bliskość, czułość …

Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do stałego deficytu trudno mu może być uwierzyć w to, że może dostać i przyznać przez samym sobą czego potrzebuje – tego miękkiego, puchatego, stabilnego … i goni za „chcę” – za dramą, którą zna … Smutne, przerażające, prawdziwe. Ale możliwe do zmiany.

W domach, w których buduje się relacje między ludźmi na dobru, takie sytuacje nie będą miały miejsca. Z nich wyjdą dzieciaki, które będą wiedziały, że są ważne, wartościowe, doceniane, chciane za to kim są, kochane. I to będzie powodowało, że one nie będą zainteresowane tym medialnie nagłaśnianym zakochaniem, bo będą wiedziały, że to o MIŁOŚĆ chodzi.

MIŁOŚĆ

Tą bazującą na szacunku, wspólnocie, zaufaniu, rozmowie, chęci zrozumienia, pełnym czułości kontakcie fizycznym. Mój filmowy wewnętrzny maniak znalazł też przykłady na taką – choć zdecydowanie jest jej mniej – „About time” również z Rachel Mc Adams, rodzime „Noce i dnie” z jakże pozornie nudnym, a finalnie niezastąpionym Bogumiłem (no, ale „ten od nenufarów” był gorącym obiektem westchnień przez czas dłuższy). I jeszcze jeden piękny film mego dzieciństwa „Skrzypek na dachu” ze wspaniałą rolą Topola – jest tam jego cudna wypowiedź na temat wieloletniego małżeństwa, zaaranżowanego przez swatkę. „Poznaliśmy się w dniu ślubu, najpierw nauczyliśmy się żyć obok siebie, potem ze sobą, polubiliśmy się, zaprzyjaźniliśmy i pokochaliśmy” – może to o to chodzi?

Żeby wiedzieć jak być razem?

RAZEM

Wiedzieć który kubek jest ulubionym kubkiem
Umieć pokazać, że jest się blisko i fizycznie i emocjonalnie
Rozumieć bez słów
Kończyć nawzajem swoje zdania
Szanować odmienność drugiej osoby i kultywować to wszystko co wspólne
Świadomie wybierać się codziennie do bycia i życia
Zachowywać równowagę między NIEZALEŻNOŚCIĄ a RAZEM
Rozmawiać o wszystkim co pomiędzy, nawet jeśli nie jest to wygodnie, bo wymaga konfrontacji z własnymi demonami
Nie doświadczać, ani nie wywierać presji, aby stać się kimś, kim nie jesteś
Uczyć się siebie i siebie nawzajem
Mieć świadomość swoich triggerów i rozbrajać je, biorąc za nie odpowiedzialność i być wdzięcznymi, że relacja nam je pokazuje i wynosi na światło dzienne, bo bez niej nie byłoby to możliwe
Widzieć w partnerze siebie
Szanować swoje ciała i cieszyć się w pełni seksualnością i zmysłowością
Umieć razem wzrastać
Nie mieć oczekiwań co do tego, jak każda osoba powinna się zachowywać
Być akceptowaną/akceptowanym za to, kim jesteś
Mieć wystarczająco różnic, by się sobą zainteresować i wzbogać oraz przewagę podobieństw, bo to na nich się buduje RAZEM
Cieszyć się dawaniem i braniem, zwłaszcza małych gestów i czynności i częściej niż przy „ważnych okazjach”
Mówić „Daj znać jak dojedziesz do domu”, „Przygotuję Ci obiad jak wrócisz”, „Dbaj o siebie” …

Bo to o Miłość, w której możesz być sobą, ze swoją jasną i ciemną stroną, bez gry i udawania, bez iluzji, chodzi.

O Miłość, która jest wolnością.

Zakochiwać się codziennie w kimś, kogo się kocha – tego Wam Kochani życzę dziś i zawsze

Z miłością

Dorota

UZALEŻNIENIE

UZALEŻNIENIE

UZALEŻNIENIE

 

Nie mówimy o nim.

Albo wspominamy, że to ktoś inny.

Albo, że my, ale właściwie od czasu do czasu, ale absolutnie nie regularnie.

Albo, że kiedyś dawno temu, ale teraz to już nie.

 

Bo przecież uzależnienie to coś, czego należy się wstydzić i biczować do ostatniej kropli krwi.

To ja poproszę zastosować magiczne słowa „kto nigdy, nie był uzależniony od czegoś/kogoś, niech pierwszy rzuci kamieniem”….. I pewnie, jeśli podejdziemy do tego z pełną szczerością, to kamienie spokojnie poleżą na gruncie.

Często obserwuję, że temat uzależnień jest tematem co najmniej  wstydliwym, nagannym, mówiącym o słabości, nieodpowiedniości, gorszości itd. itp.

Ale, patrząc na niego z perspektywy terapeuty zajmującego się głównie traumami i ich wpływem na nasze zachowanie, chciałabym zaproponować inne podejście.

 

Uzależnienie jest próbą uregulowania układu nerwowego nastawionego na tryb walki lub ucieczki. Znajdujemy substancję, obiekt czy zachowanie, które natychmiast nas uspokoi/odetnie od rzeczywistości.

Uzależnienie jest próbą uwolnienia się od uczucia bólu przenikającego do szpiku kości i duszy i serca.

Uzależnienie jest formą autoagresji. Kiedy dorastamy w środowisku, które stosuje wobec nas przemoc wszelkiego rodzaju lub zaniedbuje emocjonalnie (co w sumie też jest formą przemocy), możemy stać się swoim własnym oprawcą. W końcu to wszystko co znamy. Takiego rodzaju relacji ze sobą zostaliśmy nauczeni. Odtwarzamy relację między nami a naszymi „bliskimi”.

Uzależnienie to rezultat nienauczenia innego sposobu regulacji emocjonalnej – jako efekt braku zrozumienia, odzwierciedlenia emocjonalnego naszych stanów, rozmów, bycia z nami w trudnych chwilach.  Uzależnienie staje się jedynym, dostępnym nam, skutecznym sposobem na uspokojenie i wyregulowanie emocjonalne. Bo nie znamy innych, zdrowych, bo nikt nam ich nie pokazał.

Uzależnienie pojawia się, gdy jako dzieci doświadczaliśmy lub byliśmy świadkiem rzeczy strasznych, przerażających, przekraczających nasze zdolności do poradzenia sobie z nimi, a nie było obok nas zdrowego/bezpiecznego dorosłego, który pomógł by nam je zrozumieć i wsparł nas. Czasem ten dorosły był – ale występował jako agresor lub ofiara, co dodatkowo potęgowało dziecięce poczucie osamotnienia i terroru.

Uzależnienie to manifestacja tworzącego się niejednokrotnie od najmłodszych lat braku emocjonalnego połączenia z innymi, braku więzi (pięknie o tym mówi Gabor Mate wielokrotnie wspominany już na tej stronie).

Uzależnienie to próba uciszenia wewnętrznego krytyka, który jak zdarta płyta neguje nas na wszystkie możliwe i bolesne sposoby (z reguły tonem i zdaniami naszych rodziców).

Uzależnienie to konsekwencja kłamstwa, którym karmi nas społeczeństwo – że istnieją osoby, których nie można kochać, szanować, osoby bez wartości i godności – i to oczywiście my.

Uzależnienie jest wstydem. Wstydem, który nie należy do danej osoby; wstydem, którym została obdarzona przez innych lub przyjęła na siebie zamiast nich.

Uzależnienie jest powolną duchową śmiercią, której nikt świadomie by nie wybrał. Samobójstwem na raty.

 

Uzależnienie jest objawem.

 

Uleczenie zaczyna mieć miejsce, kiedy zidentyfikujemy co nam chce powiedzieć, o co prosi. I wtedy możemy dać sobie coś w zamian – poczynając od uwolnienia się od wstydu, od przeszłości, od kłamstw na nasz temat.

A na czym kończąc?

Nie wiem.

Ale może na początek wystarczy

„Jestem właściwa taka jaka jestem”.
„Jestem właściwy taki jaki jestem”.

 

Z miłością
Dorota

JESTEM WK ….. …

JESTEM WK ….. …

JESTEM WK ….. …

Jestem wk …

 

I kiedy już sobie myślę, że temat molestowania seksualnego dzieci – jeden z głównych ostatnio watków mojej pracy –  już mnie nie zaszokuje, zdziwi czy wku..i to jednak ta fantazja mija.

Bo pojawia się na arenie medialnej kolejny „geniusz”, szerzący karygodne, okrutne, głupie i ***** (tu wpisz dużo niecenzuralnych słów) „mądrości”.

„To, że ksiądz zgrzeszył… No zgrzeszył. A kto nie ma pokus?” – naprawdę? Specjaliści od moralności i dobrego prowadzenia się. Epatujący w większości mega swobodnym podejściem do własnego uczestnictwa w niszczeniu dzieci. „Przecież nic się nie stało.” „Jak dziecko nie ma miłości w domu, to przychodzi do księdza. Wchodzi mu na kolana i trudno się temu oprzeć” – niedobrze mi od tych słów. Zarówno dlatego, że są głupie i bezmyślne i … to jeszcze stają się wskazówką dla tych, co inklinacje pedofilskie mają, do tej pory być może trzymali je na wodzy, ale oto dostają przyzwolenie i zielone światło do czynienie tego, co jest PRZEMOCĄ WOBEC DZIECI.

I potem kolejni „eksperci” – „Skoro nie krzyczała to znaczy, że nie był to gwałt” – proponuję panu (specjalnie z małej litery, na szacunek nie zasługuje) – żeby sprawdził na sobie, czy jak go ktoś zdybie z ciemnej uliczce lub co gorsza będzie to znajomy lub krewny – i zmusi do czynności seksualnych, penisem, ręką czy butelką we wszystkie otwory ciała – być może jeszcze w towarzystwie innych napalonych gości – żeby krzyczał i szarpał się i wzywał policję. Zakład o dużą kasę, że nie będzie tego w stanie zrobić. Bo jego mózg mu na to nie pozwoli wybierając opcję „zamrożenia” z nadzieją, że ta potworność się niebawem skończy. Ale wspomnienia pozostaną …

„Jak by się nie ubrała wyzywająco, nie uśmiechała kusząco, nie pachniała tak ładnie, no przecież każda kobieta chce być przeleciana, jak mówi nie to to znaczy tak” – panowie jaką słabą płcią jesteście skoro takie sygnały są dla was zachętą, a wręcz zaproszeniem do molestowania … sarkazm i ironia rzecz jasna.

 

A co mają powiedzieć małe dzieci?


„Dzieci i ryby głosu nie mają” – no właśnie. Dzieci, dla których rodzic, nauczyciel, lekarz, ksiądz to autorytety?

 

„Jestem brudna”

„Jestem nic nie warta”

„Jestem nikim”

„Nic nie znaczę”

 

To tylko najłagodniejsze ze słów, które słyszę, gdy pracuję z kobietami, które doświadczyły molestowania seksualnego w dzieciństwie

Które tę skazę noszą po dziś dzień, mimo, że od aktów przemocy minęło 20, 30 czy 40 lat

To one się obwiniają i widzą wciąż i wciąż te same sceny

 

„Ktoś podnosi mnie do góry i pokazuje zegar z kukułką. Jak stawia mnie na ziemi widzę, że mam rajstopy i majtki na wysokości kostek. Jak to się stało?”

„To był sąsiad rodziców. Przyszedł do nich, polał się alkohol. Rodzice tańczyli radośnie, a on mnie wziął na kolana i wkładał ręce pod spódniczkę, mówiąc jaką grzeczną i ładną dziewczynką jestem. Miałam z 5 lat. Miał 8 córek. Pewnie z nimi robił to samo.”

„To był mój nauczyciel. Dyrektor szkoły, do której miałam pójść. Kazał mi się rozebrać, położyć na stole i zaczął mnie „badać” wkładając palce do środka. Bałam się, że jak zacznę coś robić, sytuacja się pogorszy. Byłam jak sparaliżowana.”

„Wujek na imieninach i wszystkich spotkaniach rodzinnych. Zawsze przytulał mnie za bardzo, przesuwając dłońmi po całym ciele. Nie chciałam tego, ale mama mówiłam, że on tak ma i mam być grzeczna”.

„Tata zawsze brał mnie za sobą do wanny, myjąc bardzo dokładnie i długo i każąc siebie też umyć … wszędzie. Kiedy skończyłam 6 lat do wanny brał moją młodszą siostrę. Słyszałam jak krzyczy. Nie wiedziałam jak jej pomóc. Mama nic nie robiła.”

„Kiedy miałam 5-7 lat tata jak wypił alkohol włączał film porno na cały regulator i zamykał się ze mną w pokoju. Kładł moją rękę na penisie i doprowadzał do wytrysku, sam mają swoją rękę między moimi nogami. Mam w kuchni albo w pokoju obok. To trwało latami.

„Potrafił siedzieć godzinami przy mnie początkowo namawiać na to, żebym się przed nim rozebrała i żeby mnie mógł dotykać, a potem zaczął to robić. Miałam wtedy z 4-5 lat. Kiedy dorosłam i przyłapał mnie na masturbacji, zawsze podnosił moją brodę do góry i patrzył w oczy z taką lubieżnością. Ale byłam już  za duża i bał się robić mi cokolwiek.”

„Byłam już nastolatką i każdy razem gdy zakładałam spódnicę czy ładniej wyglądałam mówił o mnie „Ku…” i opowiadał do czego mogę służyć facetom”

„Miałam 13 lat kiedy moja matka nakłaniała mnie do onanizowania mojego dwuletniego brata, bo w ten sposób szybciej usypiał, a ona mogła zająć się czymś innym.”
 

 

„To moja wina”

„Nic nie znaczę”

„Nie miałam komu powiedzieć”

„Nikt by nie uwierzył, był szanowanym w okolicy lekarzem, nauczycielem, księdzem”

„Wydawało mi się, że ułożyłam sobie życie, bo mam męża i dzieci, ale nie umiem wymazać tamtych obrazów i ciągle wracają”

„Wstydzę się powiedzieć chłopakowi, odejdzie, bo to ja jestem winna temu co się stało. Przecież dorośli wiedzą co jest dobre, a co złe. Dzieci nie.”

„Oddalamy się od siebie z mężem, bo ja nie jestem w stanie być z nim fizycznie. Jego dotyk i gesty ciągle przypominają mi to, co robił mój ojciec. Wtedy zamrażam się, odpycham męża, nie umiem z nim o tym rozmawiać, boję się, że odejdzie”

„Jak ktoś w ogóle będzie chciał być ze mną, przecież nic nie znaczę i jestem nikim.”

„Pozwalam mężczyznom robić mi różne rzeczy, tylko w ten sposób przecież mogę ich przy sobie zatrzymać. Nie mam nic innego do dania tylko ciało. Tata tylko tego chciał więc to jest właściwe”.

 

Jak to jest wzrastać nienawidząc siebie?

Jak to jest wzrastać nienawidząc swojego ciała?

Jak to nie czuć żadnych odczuć z ciała?

Jak to jest pogardzać sobą każdego dnia za czyny, których dopuścił się na nas ktoś inny?

Jak to jest ratować się przed czuciem alkoholem, objadaniem się, kompulsywnym sprzątaniem, pracoholizmem, zamęczaniem się sportem itp.?

Jak to jest bać się jakiegokolwiek dotyku?

Jak to jest bać się ludzi i oczekiwać po nich tylko przemocowych i poniżających zachowań?

Jak to jest obwiniać się za wszystko co się stało?

Jak to jest mieć całe życie żal do tych, co byli obok, widzieli, a nie zareagowali?

Jak to jest pogrążać się w depresji i zaburzeniach lękowych. Bo ktoś bliski i ważny w tak brutalny sposób przekraczał granice?

 

I jeszcze mnóstwo innych wątków ….

 

Bo ktoś kiedyś nie powstrzymał swych pokus …

 

 

 

 

 

 

 

 

Trauma. Fascynacja i terapia. EMDR.

Trauma. Fascynacja i terapia. EMDR.

Trauma. Fascynacja i terapia. EMDR.

 

 

Ktoś mnie kiedyś zapytał – „Czemu zajmujesz się traumą i jej wpływem na życie człowieka, przecież jest tyle przyjemniejszych psychologicznych tematów.” Pewnie tak :-), ale …

Fascynuje mnie nieustająco jak zdarzenia mające miejsce daaaawno temu w historii klienta nadal działają jakby działy się w tej chwili.

Fascynuje mnie to, że mózg nie odróżnia w takim przypadku teraźniejszości i przeszłości.

Fascynuje mnie jak sama możliwość opowiedzenia o traumie już zaczyna uzdrawiająco działać na człowieka, zwłaszcza w warunkach kiedy nie ma oceny, a jest pełna akceptacja jego osoby.

Fascynuje mnie jak często umysł wyparł i schował do najdalszych zakamarków to wszystko co bolało, przerażało i budziło grozę, a ciało pamięta. I to często ono jest motywacją do zwrócenia się ku sobie.

Fascynuje mnie jak mimo doświadczanych upokorzeń i przemocowych doświadczeń część osób nadal walczy o miłość i uznanie przez tych, co krzywdzili i czasem nadal krzywdzą. Z nadzieją, że zrozumieją co zrobili, przeproszą i zmienią zachowanie. Nawet jeśli dorosły, racjonalny umysł mówi im, że to niemożliwe.

Fascynuje mnie to, jak bardzo przeszłość potrafi uwięzić w sobie, zamrażając emocje i uczucia, usztywniając schematy poznawcze.

A najbardziej fascynuje mnie to, że można wyjść z zaklętego wydałoby się kręgu traumy i zacząć wieść nowe lepsze życie.

Idealnym narzędziem do tego jest EMDR ( o którym pisałam m.in. tu https://sensoterapie.eu/emdr-terapia-traumy-przez-duze-i-male-t/?fbclid=IwAR2K0v2OQswDRleyU_2_IkQ1Wx8r3gpGugOjxi8P_N7GgHrJ2Lpjhg69_TM) i jego skuteczność w tym procesie.

Stąd uczestnictwo w kolejnym szkoleniu.

Nowa wiedza, nowe umiejętności, nowa fascynacja.

Załóż koronę czyli leki na lęk

Załóż koronę czyli leki na lęk

Załóż koronę czyli leki na lęk

ZAŁÓŻ KORONĘ CZYLI LEKI NA LĘK

 

Starożytne chińskie przysłowie mówi „Obyś żył w ciekawych czasach”. No to żyjemy. Zostaliśmy w nie wrzuceni trochę znienacka (choć są tacy, co o obecnej sytuacji mówili, pisali a nawet kręcili filmy już dawno temu vide „Epidemia strachu” czy „12 małp”). I czy będziemy podpierać się argumentami „racjonalnymi” – rynek w Wuhan jako źródło wszelkiego zła, czy „irracjonalnymi” – broń biologiczna, program depopulacji ludzkości, efekt działania technologii 5G lub masoni/reptilianie/NWO – to rzeczywistość wygląda tak, że wszyscy w tym jesteśmy. I każdy na swój sposób sobie z obecną sytuacją radzi lub nie radzi.

 

Mechanizmy obronne

 

Możemy zastosować wyparcie – ‘no mnie to nie dotyczy’ – w sumie do niedawna każdy z nas rozpatrywał koronawirusa jako „problem chiński, ewentualnie azjatycki”. A tu się okazuje, że mamy go już u swych drzwi i nie wygląda na to, żeby miał zamiar sobie pójść.

Możemy zastosować racjonalizację – ‘nie jestem w grupie ryzyka, nic mi nie grozi’ – tyle, że ostatnie doniesienia medialne (o ile im wierzymy ;-)) mówią, że istnieje jedna główna grupa ryzyka – jesteś człowiekiem. Chorują demokratycznie młodsi i starsi (ci statystycznie częściej, jak na wszystkie choroby), biedniejsi i bogatsi, blondyni i łysi.

Możemy zastosować zaprzeczanie – ‘te różne objawy co je mam to zwykłe przeziębienie i nie idę z nim do żadnego lekarza’. Do lekarza może i się nie dostaniesz swoją drogą, ale przynajmniej nie zarażaj innych i zostań w domu (nawet jeśli to przeziębienie).

 

Wirus lęku

 

Ale w którymś momencie zasób mechanizmów obronnych może nam się wyczerpać i wtedy może pojawić się gorszy wirus – wirus lęku.

Często stosujemy zamiennie dwa pojęcia – strach i lęk. Ale z psychologicznego punktu widzenia nie są one tożsame.

Strach jest uczuciem pojawiającym się kiedy mamy do czynienia z czymś konkretnym, namacalnym, dającym się uchwycić. Z czymś realnym. Przykłady? Samochód, który nagle zajeżdża nam drogę, czarna dziura w pamięci kiedy mamy wbić PIN do karty, odgłos walenia do drzwi i nieznaną twarz widzianą przez wizjer itp. itd.

Lęk natomiast to wytwór naszego umysłu. To efekt tego, że potrafimy kreować abstrakcyjne wizje; to skutek tego, że w przeszłości baliśmy się czegoś realnego a teraz nadal mamy nastawione nasze zmysły na wyczuwanie zagrożenia (nawet jeśli realnie go wokół nas nie ma – polecam świetną książkę „The body keeps the score” Bessela van der Kolka, opisującą jak przeszła trauma decyduje o naszym teraźniejszym życiu na wielu płaszczyznach).

Lęk jest bezpostaciowy, objawia się w stałym napięciu psychicznym, wybuchach emocji, odczuciach somatycznych – bóle głowy, brzucha, biegunki, drżenie mięśni.

Powtórzę – lęk jest wytworem Twojego umysłu, więc masz nad nim władzę, nie on nad Tobą.

 

Jak zmienić myślenie generujące lęk? Poniżej kilka przykładów.

 

zamiast UTKNĘŁAM W DOMU pomyśl JESTEM W DOMU BEZPIECZNA

zamiast ZACHORUJĘ pomyśl jeśli się odizoluję i będę przestrzegać zasad higieny w znaczący sposób ZMNIEJSZĘ RYZYKO ZACHOWANIA – MAM WPŁYW NA TO CO SIĘ DZIEJE

zamiast ZABRAKNIE MI RÓŻNYCH PRZEDMIOTÓW pomyśl zabezpieczyłam się w WYSTARCZAJĄCY SPOSÓB, będę z zapasów korzystać w sposób mądry, mam wszystko czego mi obecnie potrzeba, są ludzie, którzy mnie wspomogą

zamiast WSZYSTKO ZOSTANIE ZAMKNIĘTE pomyśl wszystkie WAŻNE placówki – apteki, sklepy spożywcze, banki, centra medyczne – pozostaną nadal otwarte

 

Lęk

 

Lęk żywi się chaosem, niepewnością, nieprzewidywalnością. To wszystko mamy teraz w świecie zewnętrznym, w mediach, które oprócz pełnienia funkcji informacyjnej kreują lęk, bo on się dobrze sprzedaje – pisała o tym w jednym ze swych felietonów Paulina Młynarska.

Lęk zmniejszy się lub nawet zniknie kiedy zaczniesz patrzeć na to, na co masz wpływ i kontrolę. Zacznij od zadbania o własne bezpieczeństwo – wskazówki powyżej – zrób zapasy, siedź na d..pie jak możesz, jeśli musisz wychodzić zakładaj rękawiczki i maseczkę.

Wyeliminuj lub zredukuj ilość docierających do Ciebie informacji generujących poczucie zagrożenia. Tak, ludzie umierają a ich śmierć jest nagłaśniana – jest to coś, co wytrąca z równowagi, ale czy możesz coś z tym zrobić? Jeśli nie jesteś medykiem raczej nie – oprócz akcji #zostanwdomu. Jeśli chcesz i potrafisz to np. szyj maseczki dla tych, którzy wiedzą co mają robić.

Zajmij się czymś – czytaj, oglądaj filmy, rozmawiaj z tymi, których dawno nie widziałaś, sprzątnij te wszystkie zakamarki, o których nigdy nie pamiętałaś (i to mówię ja „bałaganiarz roku” :-)), naucz się piec ciasto czy inny chleb (polecam taki z kaszy gryczanej niepalonej), szalej w kuchni, ucz się nowych rzeczy ….

Obserwuj swoje myśli. Huna mówi – „energia podąża za uwagą” – to o czym myślisz, zaczyna się materializować w Twojej rzeczywistości. Więc nie „walcz z lękiem”, bo będziesz go wzmacniać. Popatrz na niego, odpowiedz sobie na pytanie „Jak nazywa się to, czego się lękam”, Czy to jest lęk mój czy może ktoś mnie tego nauczył? Zamień irracjonalne w racjonalne i mierzalne, bo z tym dasz sobie radę działaniem.

 

Rób to, co pozwoli Ci przekierować uwagę na temat inny niż pandemia i pozwoli Ci poczuć sprawstwo.

 

Podsumowując – Leki na lęk:

 

  1. To, na co mam wpływ
  2. To, co realnie mogę zrobić
  3. To, czym się zajmę
  4. To o czym myślę
  5. To czym się karmię – i fizycznie i emocjonalnie czy wiedzowo
  6. To z kim i o czym rozmawiam
  7. I wszystkie Wasze sprawdzone metody

I najprostsze lekarstwo – ODDECH – wdech pobudza układ współczulny odpowiedzialny za pobudzenie do działania, wydech – stymuluje układ przywspółczulny kierujący relaksem i rozluźnieniem. Spróbuj oddychać w sposób świadomy – wdech licząc do 4, wydech licząc do 7

ODDECH – lek, który mamy zawsze przy sobie – korzystajmy :-).

 

Załóż koronę i oddychaj …

 

 

P.S. Być może Państwo rozpoznali źródło tekstu z grafiki dzisiejszej – tak, to modlitwa Bene Gesserit z „Diuny” F. Herberta. Chciałam zilustrować dzisiejsze swe rozważania właśnie tym tekstem i wujek Google podpowiedział jakże trafny obrazek :-). Tylko zamieńmy 'strach” na „lęk’.

 

 

 

 

 

 

 

 

Terapia w czasach koronawirusa

Terapia w czasach koronawirusa

Terapia w czasach koronawirusa

„Obecne wydarzenia związane z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2 wywołującego chorobę COVID-19 i sytuacją zagrożenia zarówno na całym świecie jak i w Polsce, oznaczają dla wszystkich wyzwanie, z którym na taką skalę w naszym kraju jeszcze się nie mierzyliśmy. Niespodziewana i trudna sytuacja wymaga od każdego człowieka uruchomienia ogromnego potencjału adaptacyjnego i odnalezienia się w nowej rzeczywistości.

Wiemy, że w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia uruchamiają się mechanizmy obronne, których konsekwencje mogą negatywnie i destrukcyjnie wpływać zarówno na pojedynczego człowieka, jak i całe grupy społeczne. Strach, nasilony lęk, panika i trudne emocje mogą przełożyć się na osobiste dramaty. Brak racjonalnego podejścia do pojawiających się nowych ograniczeń może wystawiać nas i inne osoby na niepotrzebne ryzyko zakażeniem, oraz zwielokrotnić zasięg oddziaływania wirusa.” – tyle Polskie Towarzystwo Psychologiczne.

 

Przekładając na ludzki – jesteśmy wszyscy w sytuacji, która jest dla nas nowa, nieznana i potencjalnie zagrażająca naszemu zdrowiu lub życiu. Długotrwałe przebywanie w stanie alertu i stresu powoduje obniżenie się funkcjonowania naszego układu immunologicznego – co niesie za sobą konsekwencje zdrowotne. Wpływa także na naszą psychikę – może spowodować m.in. nasilenie objawów lękowych czy depresyjnych u osób, które doświadczały ich wcześniej lub pojawienie się ich o tych, którym do tej pory były obce. Niepewność jutra czy długotrwała izolacja społeczna także mogą nieść za sobą negatywne konsekwencje dla naszego funkcjonowania psychicznego.

 

O ile zadbanie o ciało mamy wdrukowane w potrzeby biologiczne i z automatu podejmujemy takie aktywności (o czym świadczą puste półki ), to o psychice przypominamy sobie niejednokrotnie dopiero wtedy, kiedy szwankuje bardzo. A to od NASTAWIENIA, RADZENIA SOBIE ZE STRESEM czy ODPORNOŚCI NA KRYZYS zależeć będzie w dużej mierze to, jak zniesiemy obecność koronawirusa w naszym otoczeniu.

 

Dlatego też w odpowiedzi na najnowsze wydarzenia, pytania klientów oraz zgodnie z rekomendacją Polskiego Towarzystwa Psychologicznego przypominam o możliwości przeprowadzania sesji dokonywanych z wykorzystaniem metod online – Messenger, Skype – do których serdecznie zapraszam.

Zapisy pod numerem telefonu ☎️ 697 623 756☎️ lub mailowo 📧 sensoterapie@gmail.com 📧

Zdrowia i spokoju
Namaste
🙏🙏🙏

Dorota

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.