Przecież nic się nie stało – czyli dziecięca trauma i jej konsekwencje.

Przecież nic się nie stało – czyli dziecięca trauma i jej konsekwencje.

Przecież nic się nie stało – czyli dziecięca trauma i jej konsekwencje.

Przecież nic się nie stało – czyli dziecięca trauma i jej konsekwencje

 

„Trauma pochodząca z dzieciństwa jest spowodowana wszystkim, co powoduje, że dziecko czuje się bezradne i co zaburza jego poczucie bezpieczeństwa i stabilności” – Casa Palmera Treatment Center.

 

Trauma przez duże T

Hasło „trauma” kojarzy się większości ludzi z przerażającymi, okropnymi i okrutnymi działaniami. I tak oczywiście jest. To tzw. „Trauma przez duże T”:

przemoc fizyczna – bicie ręką lub przy użyciu, pasa, kabla od żelazka itp., szarpanie, wyrywanie włosów, głodzenie, pozbawianie snu, przypalanie papierosami, napaści z użyciem narzędzi np. noża – przemoc kierowana bezpośrednio na dziecko lub zmuszanie go do bycia świadkiem takiej przemocy wobec innych członków rodziny …,

zmuszanie do uczestnictwa w aktywności seksualnej – ocieranie się, masturbowanie przy dziecku, przymuszanie dziecka do masturbacji, uprawianie na jego oczach seksu z wieloma partnerami, zmuszanie dziecka do podjęcia aktywności seksualnej z dorosłym, rodzicem lub innym członkiem rodziny …

zaniedbanie fizyczne i emocjonalne – niezaspokajanie podstawowych potrzeb materialnych, ubraniowych, lekarskich dziecka itp., ale także niereagowanie w sytuacjach, kiedy coś dzieje się w jego świecie; długotrwałe rozdzielenie z rodzicem (wychowywanie przez dziadków, przeciągające się pobyty w szpitalach, kolonie – lub po prostu rodzic zajęty tylko swoim życiem)

– uczestniczenie w wypadku samochodowym, nagła śmierć (niewytłumaczona) kogoś bliskiego,  niedyskutowana z dzieckiem przeprowadzka do innego miasta czy kraju, uzyskanie diagnozy o chorobie przewlekłej itp.

Ten rodzaj traumy wydaje się oczywisty i niepodważalnie wpływający na dalsze funkcjonowanie emocjonalne, intelektualne czy też społeczne dziecka.

 

Trauma przez małe t

Ale istnieje też szereg małych, z pozoru nieistotnych czynników ukazujących się w procesie wychowawczym, które również mają taki destrukcyjny wpływ na funkcjonowanie dziecka, a później i dorosłego, który ich doświadczył. To są „traumy przez małe t” – małe, pozornie nieznaczące, ciągle powtarzające się zachowania, tworzące przemocowy klimat wychowawczy.

Wyobraźcie sobie taką scenkę – rodzina siedzi przy stole, wspólny posiłek – z reklam wiemy, że to scala rodzinę i pokazuje więzi łączące jej członków – i dziecko po raz milionowy słyszy tekst „Jesteś pewny, że chcesz to zjeść, przecież już jesteś taki gruby”. Z pozoru niewinny tekst, a nawet wyraz troski o stan zdrowia potomka. A jaki niesie przekaz? „Nie chcę cię takim jaki jesteś. Zasłużysz na moje uznanie jak schudniesz. Przynosisz mi wstyd taki, jaki jesteś”.

Albo taki obrazek – rodzic przegląda Librusa (dziennik elektroniczny zapewniający stały dostęp do aktywności szkolnej dziecka), a tam oceny z gatunku „średnich”, a przecież dziecko ma być geniuszem realizującym plany życiowe rodzica. Co więc syn/córka usłyszy? „Ja w twoim wieku nie miałam takich możliwości. Nie musisz nic robić tylko się uczyć. Nawet tego nie potrafisz. Kto z ciebie wyrośnie?”. I znów komunikat – „Jesteś niewłaściwy taki, jaki jesteś. Nie doceniasz tego co ci oferuję. Nie akceptuję cię takim, jaki jesteś”

A taką historię znacie? Jesteście małoletni i stała wam się krzywda – upadliście, ktoś was pobił, pani w szkole oceniła wg was niesprawiedliwie, dziewczyna rzuciła, chomik umarł – stało się coś, co spowodowało, że wasz dotychczasowy świat runął. I odruchowo idziecie z tym problemem do swojego rodzica, po wsparcie, a może nawet i zrozumienie. I co słyszycie? „Mam ważniejsze sprawy na głowie. Nie zajmuj mi czasu tymi bzdurami. Jak będziesz dorosły, to dopiero się przekonasz, co to znaczy mieć trudno. Zajmij się lekcjami – to twój obowiązek”. No i nadzieja na wsparcie znika. Być może po raz kolejny. I po raz kolejny zostajecie ze swoim bólem sami. No, ale macie przysłowiowy „wikt i opierunek” więc czemu jest wam źle ….

 

Toksyczne zdania …

Toksyczność zmieniająca postrzeganie siebie i niszcząca pozytywną samoocenę kryje się w pozornie niewinnych słowach:

– gdyby nie ty, tatuś by nie pił,

– jakbyś była grzeczniejsza, to mamusia by się nie zdenerwowała i nie musiała cię uderzyć

– zobacz jak świetnie radzi sobie twój brat/siostra/sąsiadka/dziecko kuzyna Zenka, a ty?

– tyle dla ciebie poświęciłam, a ty jak się odpłacasz?

– ja w twoim wieku to dopiero miałem źle, a tobie się w głowie przewraca

– mój ojciec mnie bił i zobacz na jakiego porządnego człowieka wyrosłem, idź po pasek

– nie możesz iść do koleżanki, bo zostanę sama, zaopiekuj się mną

 

Moim dotychczasowym liderem jest „Szkoda, że się urodziłaś …”

 

Zdań takich można by mnożyć w nieskończoność. Na kursie „Przemoc w rodzinie”, który prowadzę obecnie na uczelni zamierzamy zebrać „Złote myśli przemocowe” – może kiedyś pojawią się na tej stronie.

 

Dorastamy w takich cichoprzemocowych rodzinach, nasycających nas toksycznością, odrzuceniem, brakiem akceptacji, samotnością. Budujemy swoją tożsamość na fałszywych przekazach dawanych nam przez naszych bogów – rodziców. Stajemy się produktem ich traum, ich niedojrzałości emocjonalnej czy też ich niewydolności wychowawczej.

Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ trauma dzieciństwa nie kończy się kiedy stajemy się dorośli. Ludzki umysł najszybciej rozwija się do 6/8 roku życia i doświadczenia wtedy przeżywane „wgrywają się w nasze oprogramowanie” kierując naszym działaniem do czasu kiedy ich nie zarejestrujemy i nie postanowimy zrobić „aktualizacji oprogramowania”.

 

Oto jakich konsekwencji w dorosłym życiu możemy się spodziewać:

chronicznego napięcia – nauczeni w dzieciństwie podejmowania działań z gatunku „ucieczka lub walka” przyzwyczajamy nasze ciała do ciągłego podwyższonego poziomu kortyzolu i adrenaliny, jesteśmy w ciągłym alercie oczekując na atak. Kiedy zagrożenie znika nie oznacza to jednak, że napięcie znika. Umysł pozostaje w stanie nadmiernej czujności (jeden z syndromów PTSD), zachowując się tak i stymulując takie reakcje, jakby zagrożenie cały czas było obecne. Zauważcie np. reakcje na trzaśnięcie drzwiami, podniesiony ton głosu itp. obecnie totalnie niegroźne, bo jesteście dorośli, ale jak reagujecie … Może nadal z pozycji małego zastraszonego dziecka …

wycofania społecznego – lęk społeczny (Social Anxiety Disorder, SAD) jest często stwierdzany u osób, które doświadczyły poniżania, obelg, deprecjonowania czy przemocy werbalnej od swoich rodziców. Występuje także u tych dorosłych, którzy jako dzieci byli zaniedbywani, nie czuli się kochani czy zaopiekowani. Doświadczają oni w kontaktach międzyludzkich ciągłego lęku przed oceną, poczucia bycia obserwowanymi, gorszymi, nie dość kompetentnymi (mimo, że mają nieraz milion dokumentów potwierdzających ich wiedzę). Jeśli kiedykolwiek na spotkaniu nie zabrałaś/zabrałeś głosu na forum w obawie, że powiesz coś źle, albo że cię wyśmieją to może być twój case.
Niejednokrotnie łączy się to ze stanem:

permanentnej paniki – wszelkie sytuacje kiedy konieczna jest obiektywna ocena ich działania czy to na planie zawodowym czy prywatnym – które są nieodłącznym elementem naszego funkcjonowania społecznego – będą dla „lękowego” umysłu stanem, w którym oczekuje on na negatywną ocenę. Z tym przecież spotykał się nieustająco w dzieciństwie, często niezależnie od faktycznego poziomu wykonania. Panika na widok numeru telefonu szefa na wyświetlaczu, ściśnięte gardło przy konieczności rozmowy ze współpracownikami z zespołu, palpitacje serca, gdy skrzynka mailowa życzliwie donosi, że przełożony lub ktoś z miejsca pracy przesyła list – to na planie zawodowym. Na prywatnym – interpretowanie każdej uwagi partnera/partnerki jako oceny negatywnej, ciągłe poczucie nie bycia perfekcyjnym w roli partnera/rodzica/dziecka itp. Dodatkowo pojawiają się też natrętne myśli w stylu „co by było gdybym postąpiła/postąpił inaczej”

unikanie podejmowania działań ze względu na lęk – jako, że lęk, strach i przerażenie odcisnęły swoje piętno na dorastającym umyśle, dorosły nie chce podejmować zachowań potencjalnie obarczonych tymi emocjami. Teoretycznie jest to zdrowe podejście – po co narażać się na niebezpieczeństwo? Ale kiedy mówimy o dość prostych zdarzeniach, a nie wejściu na Kasprowy w japonkach, to może bardzo zniekształcać funkcjonowanie. Przykład – nie każdy lubi chodzić do dentysty, ale mimo tego chodzimy, bo zdrowie i estetyka i zyski przeważają koszty. Osoba, która doświadczyła dziecięcej traumy i strachu pozwala im także w dorosłym życiu sobą rządzić – stąd wizyta zostanie odwołana na czasem tzw. święty nigdy. Stąd jedną z ważniejszych rzeczy w terapii traumy jest nauka podejmowania aktywności mimo strachu, oczywiście stopniowo i zgodnie z zasadą „nic na siłę”

niedocenianie się – jeśli nie znam swojej wartości, nie umiem właściwie ocenić swoich kompetencji, boję się podejmować ważne decyzje życiowe, to najczęściej konsekwencją tego będzie: niezauważanie możliwości rozwoju i omijanie dobrych ofert pracy; wybieranie na partnera kogoś kto nas zauważył, a nie kogoś, kto będzie dla nas właściwy; pozostawanie na gorzej płatnych stanowiskach pracy itp.

 

Czy to oznacza, że wczesnodziecięca trauma jest wyrokiem na całe dorosłe życie?

Może być jeśli jej na to pozwolić.

Ale po co i dlaczego?

W imię lojalności dla osób, dzięki której się jej doświadczyło?

Wtedy znów okaże się, że „wygrali”…

 

A może czas powiedzieć sobie „boję się jak *****, ale to zrobię; przeprogramuję mój umysł i stanę się głównym menedżerem swojego życia”.

 

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Jeśli chciałabyś/chciałbyś mojej obecności w tym procesie zapraszam do Łodzi, Warszawy i online.

DH

 

 

 

 

 

 

 

Autonomia

Autonomia

Autonomia

 

Bo my wiemy …

Często – czy to pracując w „pomagającym” zawodzie, czy to mając podatną na niesienie pomocy osobowość stajemy w obliczu ryzyka współuzależnienia, „wszystkowiedztwa stosowanego” czy też bycia „ciocią dobrą radą”.

Bo my wiemy …

Bo się nauczyliśmy…

Bo sami doświadczyliśmy …

Bo przeszliśmy przez podobne sytuacje i relacje …

Bo jesteśmy w stanie przewidzieć jak dana sytuacja się skończy …

Bo znamy ten schemat działania i postępowania …

Bo … (tu wpisz wszystko co motywuje Ciebie)…

 

Czemu jeszcze tak działamy?

No i czasem jeszcze:
– czujemy odpowiedzialność (tu lecząco działa afirmacja „Nie jestem odpowiedzialna/odpowiedzialny za decyzje innych dorosłych osób”)
– jesteśmy zadaniowi (i wtedy proponuję zająć się przede wszystkim pracą nad sobą)
– bywamy zakochani (różowe okulary do kosza i tekst o tym, że miłość leczy wszystko i uzdrawia sama przez się też –> nasza miłość – nie, zdrowa miłość delikwentki/delikwenta do siebie – tak).
– itp itd wyuczone w procesie socjalizacji i poprzez oglądanie tv (dobra, to też część socjalizacji :-P).

Jest bardzo cienka granica pomiędzy „pomogę ci”, a ubezwłasnowolnię cię”; pomiędzy „pomogę ci”, a „uzależnię cię od siebie”; pomiędzy „pomogę ci, a zablokuję ci kontakt ze sobą samym”.

 

I skąd pewność, że nasza wizja świata jest właściwa dla tej drugiej osoby?

 

Dlatego wydaje mi się, że i w życiu prywatnym i zawodowym warto jest mieć na uwadze przede wszystkim to, że to klient/przyjaciel/kochanka/partner/koleżanka/przyjaciel/ … mają niezbywalne prawo decydowania o sobie, nawet jeśli ich decyzje nas w jakiś sposób niepokoją bądź bolą i my zrobilibyśmy inaczej.

To ich życie …

 

Parafrazując słowa Jeffa Fostera:

 

Nikogo nie możesz uratować.

Możesz być z nimi obecna/obecny, zaoferować swoją stabilność, zdrowy osąd, swój spokój.

Możesz nawet dzielić swoją ścieżkę z nimi, zaoferować swoją perspektywę widzenia świata.

Ale nie możesz zabrać ich bólu.

Nie może przejść ich ścieżki za nich.

Nie możesz podpowiedzieć im odpowiedzi, które są właściwe dla nich, ani nawet odpowiedzi, które są w stanie w tym momencie przyjąć.

Muszą znaleźć swoje własne odpowiedzi, zadawać swoje własne pytania lub pozbyć się dręczących ich pytań, zaprzyjaźnić się ze swoją własną niepewnością.

Muszą popełnić swoje własne błędy, poczuć swoją winę i wyrzuty sumienia, nauczyć się swoich własnych lekcji.

 

Ale ty nie możesz ich uzdrowić.

Nie możesz rozproszyć ich strachu, ich złości, ich poczucia bezsilności.

Nie możesz ich uratować, ani sprawić, że życie będzie dla nich łatwiejsze.

Jeśli popchniesz za bardzo stracą szansę na znalezienie swojej własnej unikalnej drogi.

Twoja droga, Twoje przekonania, Twój system wartości może nie być ich.

 

Jeśli prawdziwie chcą spokoju i ukojenia, muszą uwierzyć ścieżce zdrowienia, która rozściela się przed nimi….

 

 

 

Ojciec czy Tata?

Ojciec czy Tata?

Ojciec czy Tata?

Przez wiele lat uważano, że ojcowie mają być dostarczycielami dóbr ze świata zewnętrznego i do tych czysto ekonomicznych aspektów redukowano ich rolę. Dobra, część z nich sama chętnie ją przybierała (i przybiera nadal), bo przecież mamuta łatwiej upolować niż żoną, dziećmi i tymi dziwnymi relacjami i emocjami się zająć.

 

Potem pojawiło się światełko w świecie wychowawczym – okazało się, że ojcowie się przydają synom – bo to można wreszcie kupić sobie wymarzoną kolejkę elektryczną, zaszczepić ideał mężczyzny (o ile się go samemu ma …), pójść na piwo, pogmerać pod maską samochodu czy ryby połowić.  No, ale najlepiej te relacje zacząć (oczywiście opuszczając wątek kolejki) jak potomek zaczyna człowieka przypominać czyli tak koło 14/15 roku życia. I tu zonk – który nastolatek puszczony wcześniej luzem będzie nagle chciał nawiązywać relacje ze starym … Science fiction … I można stwierdzić, że się dobre chęci miało, ale gówniarz jakiś niewdzięczny …

 

A dopiero niedawno – czyli jakieś 10/15 lat temu na rynku psychologicznym zaczęły się pojawiać głosy o wadze wpływu ojca na kształtowanie się osobowości i tożsamości dziewczynek/kobiet. I nagle okazało się, że to teren, którego lepiej nie eksplorować. Bo ciemny i pełen pułapek i traum.

Rupi Kaur to pięknie ujęła w swoim wierszu – to ty ojcze uczysz swoją córkę na jakie zachowania mężczyzn wobec siebie będzie pozwalać – raniące, upokarzające, tłamszące, poniżające, przemocowe – czy może pokażesz jej, że jest godną miłości, zaopiekowania, bezpieczeństwa, czułości i wsparcia.

Czy będziesz ją piętnował za rozwijającą się kobiecość, z którą to ty sobie nie radzisz czy pokażesz jej, jak kobietę traktować z szacunkiem?

Czy zniszczysz jej emocjonalność i ufność czy też nauczysz, że w kobiecej słabości tkwi siła największa z możliwych?

Czy swoją relacją z jej matką pokażesz jak manipulować, deprecjonować i tworzyć świat przemocy wszelakiej czy też pokażesz świat kojącego dotyku, szklanki herbaty podanej we właściwym momencie czy przytulenia, które mówi więcej niż milion słów?

Czy będziesz rodzicem, którego będzie unikała, nienawidziła i bała się jednocześnie czy też staniesz się opoką, do której zawsze może się zwrócić wtedy, gdy tego potrzebuje?

Czy pokażesz jej świat Piotrusiów Panów i facetów – skoncentrowanych na sobie i swoich potrzebach czy może Mężczyzn – odpowiedzialnych, kochających i wspierających?

Czy ją wdepczesz w ziemię czy pozwolisz rozkwitnąć?

 

Wybór należy do ciebie.

Bo ojcem może być każdy, Tatą już niewielu.

 

A ona i tak wzrośnie, tylko może jej to zabrać więcej czasu i być bardziej bolesne, niż wtedy gdybyś był Tatą i Mężczyzną ….

 

 

 

Mama

Mama

Mama

 

 

Symbol, misja, człowiek?

Z wadami i zaletami, ze zmęczeniem i satysfakcją, ze swoimi niezaleczonymi ranami i posprzątana życiowo. Takich dualizmów mogłabym tu w nieskończoność prawie nawstawiać…. Nie zmieniłoby to faktu, że dla nas wszystkich (czy się przyznajemy czy nie) najważniejsza osoba w życiu.

Kształtująca i modelująca nasze postrzeganie siebie, emocjonalność, seksualność, kreowane role życiowe i relacyjne, powierniczka lub kat, wybawiciel lub dewastator.

Niesiemy jej obraz w sercu, duszy czy umyśle przez całe nasze życie. Pozwalając na to, by nas nadal modelował.

 

Mama

Wspominamy z utęsknieniem – ciesząc się zasobami, którymi nas obdarzyła – miłością, ciepłem, zrozumieniem, wsparciem …

Wspominamy z przerażeniem – pływając w deficytach, którymi nas obdarzyła – lękiem, poniżeniem, niskim poczuciem własnej wartości, niespełnionymi marzeniami i aspiracjami…

Pozwalając, żeby cały czas miała nad nami władzę – karała i nagradzała za każde postępowanie, nawet jeśli zinternalizowaliśmy ją już do roli wewnętrznego krytyka, a i czasem autosabotażysty.

Ile razy, podejmując ważne dla was decyzje, wybierając znaczące dla siebie osoby, zadawaliście sobie pytanie – co by powiedziała mama, jak by zareagowała, jakim spojrzeniem  by obdarzyła, czy spotkałaby was kara, a może obojętność, która nieraz jest gorsza niż najgorsza kara …

 

Mama

Idealne, kochające, ciepłe i wyrozumiałe matki to nie tylko wytwór amerykańskich scenarzystów – niektórym udaje się doświadczyć jej obecności we własnym życiu. Większości z nas dane są jednak te z „ciemnej strony mocy” – niedojrzałe emocjonalnie, niepogodzone ze swoją przeszłością, poranione, pokaleczone, nieuleczone – krwawiące swoimi emocjonalnymi ranami na wszystkich dookoła, a zwłaszcza na dzieci.

 

Dziecko

Dzieci – czasem niechciane; czasem takie, których nie umiały kochać; czasem kochane za bardzo; czasem zawadzające w życiu; czasem przypominające o straconych wraz z macierzyństwem marzeniach; a czasem będące żywym dowodem na bliskie relacje z mężczyzną, o którego obecności w życiu najchętniej by się zapomniało.

Nie masz takiej mocy żeby swoją mamę zmienić, żeby usunąć toksyczną przeszłość. Możesz wpłynąć na swoje nastawienie wobec mamy i na tej podstawie kreować nową, lekką dla siebie przyszłość. Jako jej dziecko, i potencjalnie jako czyjaś matka.

 

Swój własny dorosły

Jak?

Spróbuj uznać, że inna nie mogła być, bo gdyby mogła to by była.

Uznaj, że nie mogła inaczej działać, bo gdyby mogła to by działała.

Uznaj – choć to może być wyzwaniem – że była najlepszą matką, jaką mogłaś/mogłeś mieć – zobacz co zyskujesz z zasobów, którymi Cię obdarzyła i z deficytów, którymi Cię obdarzyła.

Brzmi paradoksalnie? Bo tak jest ….

Dzięki jej chłodowi możesz stać się ciepłem

Dzięki jej przemocowości możesz stać się spokojem

Dzięki jej obojętności możesz stać się uważnością

Dzięki jej milczeniu możesz nauczyć się rozmawiać

Dzięki jej autorytaryzmowi możesz stać się mistrzem współpracy

Dzięki jej odrzuceniu wiesz jak łączyć

Dzięki jej nienawiści możesz stać się miłością

 

Ty

To Ty wybierasz co zbudujesz na spuściźnie swojej relacji z Matką …

Wykorzystaj to mądrze …

Łatwo nie będzie, ale warto…

 

„Mamo, zrobię tak jak Ty, ale po swojemu”

<3

 

Kogo zabiłeś w sobie, żeby nie zabić swoich rodziców?

Kogo zabiłeś w sobie, żeby nie zabić swoich rodziców?

Kogo zabiłeś w sobie, żeby nie zabić swoich rodziców?

Kogo zabiłeś w sobie żeby nie zabić swoich rodziców?

 

Rodzice – bogowie, nieomylni, święci

Takimi są w oczach dziecka, nawet wtedy kiedy dopuszczają się niewyobrażalnych czynów przemocy, zaniedbania, upodlania, pogardy, niszczenia

Bo jak małe dziecko ma poddać w wątpliwość szczere intencje tych, którzy go stworzyli?

Nie może przestać ich kochać, zadałoby to kłam jego istnieniu

Nie może ich znienawidzić, bo sprzeniewierzyło by się „szanuj ojca swego i matkę swoją”

Nie może ich zabić, bo to unicestwiło by jego

Co więc robi w obliczu kolejnych zbrodni dokonywanych na sobie?

Zaczyna zabijać w sobie tego, który jego zdaniem prowokuje rodzica do okrucieństwa. Bo przecież kiedy ten „zły bachor” umilknie i zniknie, rodzic znów będzie mógł być wspaniały …

Zabija więc radość, śmiech, krzyk, kreatywność, chęć życia, wolę tworzenia, autonomię, samostanowienie, inicjatywę, ufność, wiarę, nadzieję …

Zabija tego, kim miał się stać. Wyręcza swych rodziców, by tylko ci zaczęli znów patrzeć na niego łaskawym okiem i zaprzestali aktów zniszczenia. Wyręcza tego rodzica, który aktywnie niszczy i tego, którzy biernie współuczestniczy w tym dziele. Oboje …

I ma nadzieję, że będzie już dobrze…

Nie jest …

I wtedy przychodzi pomysł, żeby pozbyć się prześladowców, ale ten pomysł nie zostaje zrealizowany – bo działa prawo lojalności rodowej, moralność, miłość. Wiec co pozostaje by przetrwać?

Kontynuowanie zabijania siebie …

 

A Ty kogo zabiłeś w sobie, żeby nie zabić swoich rodziców?

 

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.