Współuzależnienie – jak to się zaczyna

Współuzależnienie – jak to się zaczyna

Współuzależnienie – jak to się zaczyna

Współuzależnienie

 

„Utrwalona forma uczestnictwa w długotrwałej i trudnej lub niszczącej sytuacji życiowej ograniczającej w sposób istotny swobodę wyboru postępowania, prowadząca do pogorszenia własnego stanu i utrudniająca zmianę własnego położenia na lepsze”
(Z. Sobolewska, J.Mellibruda, Koncepcja i terapia współuzależnienia, „Alkoholizm i Narkomania, 3/97).

Brzmi to dość oficjalnie, sucho – zobaczmy, jak to przełożyć „na ludzki”.

Współuzależnienie dotyczy dorosłych osób, które decydują się na utrzymywanie relacji z alkoholikiem, mimo stałego wzrostu kosztów własnych (emocjonalnych, ekonomicznych, każdych). Robią to dobrowolnie (przynajmniej im się tak zdaje), mimo szkód, problemów czy trudności, które się z tą relacją wiążą.

 

Dlaczego?

Powodów jest mnóstwo.

Mają misję – „dzięki mnie przestanie pić”, „moja miłość go uzdrowi”, „razem znajdziemy rozwiązanie problemów”

Mają poczucie winy – „byłam złą żoną”, „nie dość mocno go kocham, poprawię się”, „jestem nudną żoną, nic dziwnego, że pije” – ten aspekt jest szczególnie często wzmacniany przez pijących mężów

Mają swoje schematy – „mężczyźni piją, tata pił, wujek pił, brat pije to i mąż pije – tak mają”, „lepszy mąż alkoholik niż żaden”

Są posłuszne skryptom rodzinnym – „w naszej rodzinie zawsze tak było”, „masz być dobrą żoną”, „ciesz się, że ktoś Cię chciał”

Mają wizję – „kocham go za jego potencjał i przyszłe możliwości”, „jego picie jest stanem przejściowym, zaraz ulegnie zmianie i stanie się trzeźwy – bo ja jestem obok niego i wspieram”, „tylko ja jestem w stanie mu pomóc w trzeźwieniu”

 

Osobowość przedwspółuzależnieniowa

Podstawową cechą współuzależnienia jest skoncentrowanie na alkoholiku, życie jego życiem, jego uzależnieniem

Dlatego często  współuzależnionymi stają się:

  • kobiety nauczone w domu rodzinnym stawiania siebie na drugiej (albo i dalszej) pozycji,
  • które czują się gorsze, przyzwyczajone do  zaspokajania czyichś potrzeb przed swoimi, mało asertywne, uległe,
  • kobiety, których osobowość można nazwać za Seligmanem (Seligman, M., Walker, E., Rosejhan, D. Psychopatologia, Warszawa, Zysk, 2003) osobowością zależną – w obawie przed byciem odrzuconą zgadzają się na ponoszenie kosztów i niedecydowanie
    o sobie
  • kobiety przyzwyczajone do tego, żeby zabierać o miłość i bycie zauważoną – bo w taki sposób zabiegały np. o miłość niedostępnego emocjonalnie ojca.

Często są to kobiety, których ojcowie pili (sprawdza się to w ok. 60% przypadków) lub miały bardzo silną więź z matką (niepozwalająca na rozwój samodzielności). Niekiedy te, które wkręciły sobie opowieść o księciu z bajki, pasującym jak ulał i zaspokajającym wszelkie emocjonalne dziury, który wydłubało w nich dzieciństwo i dorastanie.

Co daje związek z alkoholikiem?

  • silne, ekstremalne emocje z każdego krańca ich spectrum – część współuzależnionych kobiet jest tak silnie uzależniona od tej huśtawki emocji, że to ona je najsilniej trzyma w takiej relacji. Często też zdarza się, że trudno im w przyszłości odnaleźć się w nowej relacji, spokojnej relacji, bo ciągle za tymi skrajnościami tęsknią i są od nich zależne
  • poczucie bycia potrzebną – „nareszcie ktoś mnie chce i potrzebuje, czyli nie jestem taka beznadziejna jak mi mówili do tej pory”
  • poddanie się mechanizmowi iluzji – „jesteśmy stworzeni dla siebie”, „jesteś brakującym puzzlem w układance mojego życia”, „całe życie na kogoś takiego czekałam” – nie zapominajmy, że alkoholicy są najczęściej inteligentni, czarujący i świetnie manipulują swoim otoczeniem.

Warto pamiętać też, że alkoholik nie codziennie pokazuje się ze swej „promilowej” strony. Ma momenty, krótsze bądź dłuższe, kiedy jest dobry, miły, wspierający, namiętny, uwodzący. Mówi dokładnie to, co jego kobieta chce usłyszeć, i zachowuje się w sposób, jaki jest od niego oczekiwany. I to właśnie te momenty dają coś, co moim zdaniem bardzo silnie utrzymuje kobiety – dają NADZIEJĘ, ŻE JESZCZE BĘDZIE NORMALNIE I DOBRZE. I na tej nadziei budują one przyszłość, zwłaszcza kiedy pojawiają się dzieci, a ona jest wychowana w tradycji „dla dobra dzieci nie rozwodzimy się” (BTW ta tradycja wg mnie przynosi więcej szkód niż korzyści, ale o tym innym razem).

 

Przyzwyczajenie do patologii

I tu dochodzimy do kolejnego silnego mechanizmu współuzależnienia – przyzwyczajenia się do narastającej patologii relacji. Można to nazwać „syndromem żaby” – wrzucona do wrzątku ucieka, włożona do wody, którą systematycznie się podgrzewa, zostaje w niej, nie dostrzegając niebezpieczeństwa. Możemy to też nazwać habituacją – czyli przyzwyczajeniem do bodźca i zaprzestaniem reagowania nań. Współuzależnione kobiety oswajają się z zaistniałą sytuacją, uczą się sobie radzić bez liczenia na pomoc męża/partnera, czy to w kwestiach finansowych, czy dotyczących wychowywania dzieci, czy jakichkolwiek.

I nikt kto nie zna mechanizmu współuzależnienia ani nie doświadczył go na sobie nie jest w stanie zrozumieć ich trwania w takiej sytuacji. Tak jak alkoholik potrafi przesuwać swoje dno picia, tak one nauczyły się przesuwać swoje dno wytrzymałości.

P.S. jeżeli rysunek Was rozśmieszył to dobry znak, jeśli zastanowił – to może sygnał, że współuzależnienie jest Wam bliższe niż sądziliście …

Alkoholizm – mechanizmy działania

Alkoholizm – mechanizmy działania

Alkoholizm – mechanizmy działania

Zaczyna się zazwyczaj niewinnie

Urodziny/imieniny/ślub/chrzciny/rozwód/śmierć, zdany egzamin/oblany egzamin, parapetówka.

Czasem to odkrycie, że kieliszek wina czy jedno piwko po pracy wnoszą w życie błogi spokój i odprężenie. Czasem stają się remedium na stres okołopracowy czy marudzącego współmałżonka albo wrzeszczące dzieci.
Z czasem przestajemy sięgać po alkohol, bo chcemy. Zaczynamy po niego sięgać, bo coraz głośniejszy głos w naszej głowie mówi „napij się, będzie lepiej”, a potem picie staje się nawykiem, wchodzi w schemat dnia.

Pobudka, praca, powrót, piwo, drzemka, obiad, piwo, zakupy (a może „szczeniaczka” przy okazji?), TV, piwo, sen. Z czasem wątek „piwo” może zacząć się pojawiać w ramach trybu „praca”, a czasem, gdy alkoholizm rozwinie się jeszcze bardziej i przed nią – no bo latające w delirce dłonie nie są najlepszą naszą wizytówką, a i pracować się takimi nie da.

Na hasło kogoś z otoczenia „Czy Ty przypadkiem nie masz problemów z alkoholem” odpowiedź pada jedyna właściwa – NIE. Ironicznie rzecz ujmując jest to prawda. Problemy pojawiają się wtedy, kiedy alkoholu w krwioobiegu nie ma.

Więc padają standardowe odpowiedzi „piję, bo lubię”, „piję za swoje” – no niby jakiś wspólny budżet domowy jest, ale nie w tej kwestii, „pije, bo jestem zmęczony”, „piję, bo chcę” – choć po prawdzie to już „muszę” i ulubione przez wszystkich terapeutów uzależnień i wyśmiewane przez trzeźwych alkoholików – „mam kontrolę nad swoim piciem, jak będę chcieć to przestanę”. Sedno bycia alkoholikiem polega bowiem na tym, że NIE MA SIĘ KONTROLI NAD SWOIM PICIEM. I dopiero uznanie tego faktu pozwala wyzdrowieć.

 

Mechanizm iluzji i zaprzeczeń

Ale od czego ma się MECHANIZM ILUZJI I ZAPRZECZEŃ – to on jest reżyserem życia alkoholika. Kręci w jego głowie filmy, mające niewiele wspólnego z rzeczywistym życiem dziejącym się wokół, np. życiem rodziny. Jego podstawowym zadaniem jest ochrona status quo – czyli w tym przypadku koncepcji „jestem ok i nic niewłaściwego nie robię”. I to on na pytanie „czy piłeś” odpowiada „nie” mimo zionięcia gorzelnianym zapachem na odległość metra. To on powie, że przecież tylko jedno piwo po pracy mimo, że w koszu piętrzy się 12 puszek po 3 dniach. To on nie doliczy się kosztów przepitego alkoholu w ciągu np. miesiąca (na terapii alkoholicy mają za zadanie podsumować ilość pieniędzy wydanej na picie – sumy idą w setki i tysiące złotych – ale dopiero trzeźwi mogą te sumy zobaczyć, pijąc ich nie widzieli, potrzeba dostarczenia sobie alkoholu była silniejsza niż ekonomia).

Mechanizm ten w umyśle alkoholika eliminuje fakty mówiące o tym, że picie mu szkodzi. Bazuje trochę na dysonansie poznawczym – kiedy mam do wyboru dwie sprzeczne informacje dotyczące tego samego zagadnienia wybiorę tę, która mi bardziej odpowiada, redukując w ten sposób powstałe napięcie albo zracjonalizuję sobie, że mnie to nie dotyczy. Niejednokrotnie alkoholik umierając np. na marskość wątroby spowodowaną wieloletnim piciem będzie mówił wszem i wobec, że jego stan jest spowodowany lekami podawanymi mu przez lekarza. Podobnie diagnozowane nadciśnienie w jego mniemaniu jest spowodowane nadmierną podażą soli czy stresującym trybem życia. Mechanizm iluzji i zaprzeczeń nie służy tylko do przekonywania o czymś osób z otoczenia alkoholika, on przede wszystkim służy przekonaniu i „rozgrzeszeniu” SIEBIE SAMEGO. I jest jednym z mechanizmów, za pomocą których alkoholizm jako choroba dba o to, żeby nie stracić żywiciela.

Z czasem stwarzanie alternatywnej rzeczywistości staje się normą dla alkoholika. On sam nie rozróżnia co wydarzyło się naprawdę, a co jest tworem jego umysłu. Dla otoczenia jest to katorga. Bo otoczenie do pewnego momentu wierzy w historie opowiadane przez osobę pijącą i usiłuje się do nich dopasować, wziąć pod uwagę i bazować na nich przy planowaniu dalszego wspólnego życia. Ale to nie ma najmniejszego sensu … Historie te NIE MAJĄ ODNIESIENIA DO RZECZYWISTOŚCI. Niejednokrotnie są zbiorem wzajemnie sobie zaprzeczających zdań układających się w spójną całość jedynie w umyśle osoby pijącej. Ale kiedy wraz z nasileniem picia dochodzi do zmian poznawczych w obrębie pamięci – to i ona zaczyna „gubić się w zeznaniach”. Pytanie kto wg niej jest za zaistniałe błędy w komunikacji odpowiedzialny? ZAWSZE KTOŚ INNY. Brak odpowiedzialności i kłamstwa to jest real życia z alkoholikiem, u którego mechanizm iluzji i zaprzeczeń rozwinął się wysokim stopniu. Winny jest współmałżonek, dzieci, szef, koledzy z pracy, sąsiedzi. Nigdy on. A tak naprawdę winny jest alkohol i jego potrzeba myślenia magiczno-życzeniowego i tworzenia bezpiecznych warunków do dalszego picia. ALKOHOLIK ŻYJE W INNYM ŚWIECIE NIŻ JEGO OTOCZENIE, ŻYJE W ŚWIECIE SWOJEGO UMYSŁU I MECHANIZMÓW PODTRZYMUJĄCYCH PICIE. MA ALKOHOLOWĄ WIZJĘ ŚWIATA. Jest chorym człowiekiem i tak go trzeba postrzegać.

 

Mechanizm rozdwojonego JA

Kolejnym mechanizmem kierującym życiem alkoholika jest MECHANIZM ROZDWOJONEGO JA – taki swoisty dr Jekyll i mr Hyde. Osobowość spolaryzowana, w której nie ma miejsca na szarości, jest albo białe albo czarne. Ważna jest szybkość przechodzenia z jednego stanu do drugiego – czasem to kwestia sekund. Stały rollercoaster emocjonalny zapewniany otoczeniu, zmienność zachowań, niemożność planowania czegokolwiek. Brak możliwości przewidzenia w jakim stanie alkoholik będzie kiedy przejdzie przez próg. Jak to wygląda w praktyce? Ano tak: serdeczny, uśmiechnięty człowiek nagle rzucający talerzami; ciepły ojciec drący znienacka zeszyty i książki; ukochany partner, który w mgnieniu oka potrafi przyłożyć nóż do szyi. Co powoduje przełączenie między tymi osobowościami? To, czy alkoholik jest wypity czy nie. Czy już zaspokoił swój głód alkoholowy czy jeszcze nie. Czy poddał się po raz kolejny czy jeszcze walczy. Ludzie żeby dobrze funkcjonować i „nie zwariować” potrzebują poczucia bezpieczeństwa i przewidywalności swego otoczenia – życie z alkoholikiem nigdy tego nie da … Bo nigdy nie wiadomo z którym „onym” ma się do czynienia” i jak w związku z tym należy się zachować.

 

Mechanizm nałogowej regulacji uczuć

I jako wisienka na torcie mechanizm NAŁOGOWEJ REGULACJI UCZUĆ. Alkoholik nie rozumie emocji, których doświadcza. Zapytany co czuje odpowie „nie wiem”, „co się czuje w takiej sytuacji?”. Będzie Was pytał po wielokroć o wytłumaczenie tego czym jest np. lojalność, miłość, tęsknota … Nie znaczy, że ich nie odczuwa. Odczuwa. I w momencie kiedy go zalewają, on nie wie co z nimi robić i jak się zachować i co robi? Odwzajemnia im się tym samym. Zalewa emocje. Zalewa robaka co go drąży. Pisałam już o tym, że wg mnie podłożem alkoholizmu są nierozwiązane kwestie emocjonalne. Skoro coś mnie boli, a ja nie wiem co z tym zrobić i do tej pory sprawdzał się alkohol to nie będę próbować niczego innego. Alkohol powoduje NATYCHMIASTOWĄ redukcję napięcia związanego z nieprzyjemnym (ale i przyjemnym, ale niezrozumiałym stanem emocjonalnym, znieczula). Myślę, że większość z nas zna taki stan. Ale też zdrowy człowiek sięgnie po inne, nieuzależnieniowe środki dla poprawy nastroju – pogada z kimś, pójdzie na terapię, przejedzie się na rowerze dostarczając sobie endorfin, pójdzie do kina itp. itd. Alkoholik zna tylko jedno lekarstwo – promile … Alkoholicy nie mają wyuczonych mechanizmów reagowania na frustrację, napięcie musi być redukowane jak najszybciej, emocji w ich mniemaniu pozytywnych dostarcza tylko alkohol. I on też natychmiastowo niweluje przykre uczucie napięcia. Jest lekiem na całe zło (ale i niezrozumiałe dobro) wszechświata. Alkoholik chemicznym środkiem radzi sobie z niezrozumiałym dla niego i przytłaczającym i przerażającym światem emocji i uczuć. Dlatego takim koszmarem jest moment, kiedy tego środka nie ma … I dlatego jedną w pierwszych strategii w terapii alkoholizmu jest ta ucząca PRZEŻYWANIA EMOCJI I UCZUĆ, a nie ucieczki przed nimi w świat chemicznych substytutów życia.

Ale żeby dojrzeć do abstynencji a potem trzeźwości trzeba wg mnie albo mieć silną wolę albo spotkać się ze swoim dnem. A o to w życiu alkoholika trudno …

Bo przecież dno można przesuwać …

Niewidzialne dzieci

Niewidzialne dzieci

Niewidzialne dzieci

Niewidzialne dzieci.

Cicho siedzące w kacie, Niezauważane, ani one, ani ich potrzeby. Nie bite, nie molestowane – po prostu niewidzialne. Uczone, że ich uczucia i potrzeby są nieistotne dla „wychowujących” je dorosłych.

Zaniedbanie emocjonalne jest jedną z form przemocy emocjonalnej stosowanej wobec dzieci. Odbijającej się szerokim echem na ich życiu, także wtedy, kiedy już dorosną.
Niedostrzegane dzieci uczą się jednej podstawowej lekcji – nie są ważne. Ani wobec rodziców, ani wobec nikogo innego. Wobec siebie również …

Dzieci są bardziej emocjonalne niż dorośli

Dzieci w sposób bardziej intensywny niż dorośli (spacyfikowani socjalizacją i normami społecznymi) przeżywają wszystko, co się dookoła nich dzieje. Są głośne, śmiejące się, podekscytowane. Potrzebują kogoś, kto poradzi im jak radzić sobie z tym emocjonalnym tajfunem, który przez nie przechodzi. Szukają pomocy u dorosłego i dostają komunikat – „bądź cicho”, „nie zachowuj się tak”, „nie wypada”. Uczą się, że emocje przeszkadzają i są niewłaściwe, zamiast dowiedzieć się, jak sobie to życie emocjonalne poukładać.

Dzieci są bardziej wrażliwe niż dorośli.

Kiedy ogarnia je strach, boją się na całego; kiedy ogarnia je przerażenie, są przerażone jakby koniec świata miał nadejść. Zaniedbujący emocjonalnie rodzic zamiast dać wsparcie komunikuje, że tego rodzaju emocje to słabość, no a przecież „twardym trza być, nie miętkim”. Dziecko uczy się bycia ocenianym za przeżywanie i wyrażanie emocji. Zaczyna je tłumić, żeby nie narażać się na dezaprobatę rodziców.

Dzieci mają swoje potrzeby.

Zachciewajki. I potrzebują zostać zapytane czego chcą. Jeśli nikt im tego pytania nie zadaje uczą się, że ich pragnienia są nieistotne i przestają je wyrażać. Uczą się być nieistotnymi dla otoczenia.

Podczas procesu dorastania na naszej ścieżce życiowej pojawiają się różnego rodzaju i nasilenia problemy. I to z rodzicami chcielibyśmy o nich porozmawiać, uzyskać poradę czy po prostu wsparcie. Ale oni nie są zainteresowani, pochłonięci swoimi sprawami czy obojętni na nasze życie. Albo nie są w stanie sobie z nimi poradzić – przynajmniej tak deklarują. Więc uczymy się, że tylko my jesteśmy odpowiedzialni za nasze radzenie sobie z naszymi problemami i nikt nie może nam pomóc. Uczymy się osamotnienia.

Dzieci płaczą. Dzieci odczuwają złość i gniew.

Uwalniają w ten sposób emocje, z którymi nie radzą sobie w inny sposób. I potrzebują wiedzieć, że ten sposób poradzenia sobie z losem jest właściwy. Rodzice najczęściej bagatelizują problem, albo nie dociekają co jest powodem łez, a najczęściej posługują się tekstem „ nie płacz, wstyd, żeby takie duże (np. 3 letnie) dziecko płakało”. Może sami nigdy nie płaczą …. Dziecko uczy się, że płacz to oznaka słabości i powód do wstydu. I unikają go przez całe życie.

„Nie okazuj swoich emocji”, „Nie mów podniesionym tonem” i podobne, są odczytywane przez dziecko jako zakaz okazywania uczuć, albo nawet i uświadamiają sobie, że odczytane przez innych uczucia mogą być wykorzystywane przeciwko nim.

Naturalnymi emocjami towarzyszącymi dorastaniu są złość i gniew. Jako dzieci potrzebujemy nazwania tej emocji i nauki poradzenia sobie z nią. Najczęściej otrzymujemy naganę, lekceważenie lub irytację innych. Bardzo często jesteśmy karani za okazywanie jej. I tego się uczymy – tłumienia złości (witamy w krainie zaburzeń układu krwionośnego, nerwowego, seksualnego, pokarmowego).

Dzieci potrzebują wsparcia i nie ma co z tym dyskutować.

One dopiero uczą się życia, nie znają jego reguł i norm. Uczą się. Od dorosłych. A dorośli nie odbierają sygnałów świadczących o potrzebie asystowania w życiu dziecka i pozostawiają je same, albo składają obietnice, których nie spełniają – ucząc tego, że ludzie zawodzą. I znów prowadzi to do poczucia opuszczenia i osamotnienia.

Zaciekawienie, które pojawia się w drodze procesu dorastania skłania do zadawania niezliczonej ilości pytań. Dorośli je ignorują. Uczą niekomunikowania się ze światem zewnętrznym, Uczą tego, że słowa dziecka są bezwartościowe i bez znaczenia, a co za tym idzie – ono samo też..

Dzieci potrzebują mieć świadomość, że rodzic stanie w ich obronie, i że nie są same ze swoimi problemami. A dorośli nie są uważni na ich życie, zajęci swoim.

Wszystkie te zdarzenia powodują nauczenie się, że nie jest się ważnym, uczą tłumienia emocji, niewyrażania uczuć, stawiania się na drugim albo i setnym miejscu w życiu. Uczą niewidzialności.

To o czym trzeba pamiętać to to, że są to WZORCE WYNIESIONE Z DOMU, A NIE PRAWDY OŚWIECONE STERUJĄCE CAŁYM PÓŹNIEJSZYM ŻYCIEM.

I jak to mawiał Fox Mulder w „Archiwum X’ – „The truth is out there”

To ja proponuję taką prawdę:
1. To silne uczucia pozwalają nam na kontakt ze sobą samym i z innymi, i przeżywanie ich i wyrażanie jest oznaką siły i zdrowia
2. Znajomość swoich potrzeb i dawanie sobie prawa do wyrażania ich jest kluczem do spełnionego życia
3. Rozmawianie o swoich problemach ułatwia ich rozwiązanie
4. Płacz jest zdrowym mechanizmem radzenia sobie z życiem
5. Pozwolenie innym na poznanie twoich uczuć umożliwi im lepsze poznanie ciebie
6. Gniew jest silną informacją płynąca z twojego ciała, która może stać się twoim napędem
7. Funkcjonowanie zespołowe daje siłę
8. To, co masz do powiedzenia jest ważne i powinno być wyrażone
9. Przeszłość jest czymś co się wydarzyło, a nie 100% determinantą przyszłości

NIE JESTEŚ NIEWIDZIALNY

JESTEŚ WAŻNY

TWOJE EMOCJE SĄ WAŻNE

TWÓJ SPOSÓB POSTRZEGANIA ŚWIATA JEST WAŻNY

TWOJE POTRZEBY SĄ WAŻNE

TY JESTEŚ WAŻNY – TAK SAMO WAŻNY, JAK KAŻDY CZŁOWIEK KTÓREGO SPOTYKASZ W SWOIM ŻYCIU

TY JESTEŚ WAŻNY

WZRASTAJ

„Jestem ofiarą gwałtu”

„Jestem ofiarą gwałtu”

„Jestem ofiarą gwałtu”

Uświadomienie sobie tego faktu i dopuszczenie go do świadomości może zajmować lata.

Lata wyparcia – „Nie, to nie miało miejsca”.
Lata racjonalizacji – „Musiał być jakiś powód, przecież bez powodu by tego nie zrobił”, „Przyczyna była we mnie”, „Przecież mówił, że go sprowokowałam i sama tego chciałam”.
Lata wstydu – „Jestem zbrukana, gorsza, potępiona, nic nie warta jako kobieta i jako człowiek”.
Lata winy – „To moja wina, że to się zdarzyło”. „Byłam w nieodpowiednim czasie, w nieodpowiednim miejscu, nieodpowiednio ubrana”.
Lata milczenia – „Przecież jak o tym powiem to nikt mi nie uwierzy, to nierealna sytuacja”.
Lata lojalności wobec sprawcy – „To mój mąż, ojciec, przyjaciel, szef”.
Lata umniejszania wagi problemu – „Nie ja pierwsza, nie ja ostatnia”, „Było minęło”.
Lata bezradności – „No teraz to już się nic z tym nie zrobi”.
Lata tkwienia w bólu – „To tak boli, że nie mogę się tym zająć”.
Lata tkwienia w samotności – „Takie rzeczy nie zdarzają się często”, „Jak komuś powiem to mnie odrzuci”.

Te wszystkie powody i racjonalne i nieracjonalne mają jeden cel – nie przyznać, że sytuacja miała miejsce, i co więcej, że nadal nosimy w sobie jej konsekwencje. Jest jak robal zżerający od środka, niszczący powoli acz skutecznie, osobowość i ciało.

Osamotnienie, rozgoryczenie, branie na siebie winy.

I wstyd. Paranoidalny i paradoksalny wstyd za bycie ofiarą.

Gwałt może być zdarzeniem jednorazowym lub odbywającym się systematyczne. Ten drugi ma ładną oficjalną nazwę „długotrwałe molestowanie seksualne”. Często obarczone potoczną ksywką „obowiązki małżeńskie” lub „ja cię dziecko nauczę jak powinna się zachowywać dorosła kobieta”. W przypadku pedofilii czy jej specjalnej formy – kazirodztwa, w miarę zrozumiałe zdaje się być to, że dziecko nie zgłasza nikomu tego co się dzieje. Dziecko nie rozumie wagi zjawiska, ponadto słyszy od oprawcy, że skrzywdzi mówieniem mamę, że i tak nikt mu nie uwierzy. Dziecko ufa, że to dorosły wie jak się należy zachowywać.

Natomiast zdarza się, iż zdziwienie postronnych budzi niemożność reagowania przez dorosłe ofiary gwałtu.

A one niejednokrotnie się po prostu boją – „Zabiję Cię jeśli komuś powiesz”, „Jeśli ty się nie zgodzisz to zrobię to samo naszym dzieciom”, „Beze mnie nie dasz sobie rady, masz być posłuszna”, „Gdzie pójdziesz, suko?”

Uczą się bierności, żeby przetrwać – „Wytrzymam ten kolejny raz”, „Dzieci nie mogą zostać bez ojca”, „Potrzebuję tej pracy”.

Uczą się nieodczuwania – „Potrafię wyłączyć czucie”, „Odpływam w swój świat kiedy on to robi”, „Jeśli nie będę oporować skończy się wcześniej”.

Poddają się szantażowi emocjonalnemu – „Udowodnij mi, że jesteś moja”, Jeśli tego nie zrobisz, to odejdę do innej”, „Dobra żona nie odmawia mężowi”, „Nie chcesz stracić tej pracy, prawda?”

Pojawia się wyuczona bezradność – przekonanie, że żadna podjęta aktywność nie przyniesie pożądanego skutku – „Nikt mi nie uwierzy”, „Zostanę bez środków do życia”, „I tak mnie znajdzie i będzie gorzej”.

Umysł cudownie jest w stanie obtłumaczyć każdą traumę.

Pojawiają się:
– apatia,
– depresja,
– zaburzenia obsesyjno-kompulsywne (np. nadmierna troska o higienę i wielogodzinne przebywanie pod prysznicem, jakby to miało zmyć gwałt)
– zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia, ortoreksja),
– zaniedbanie wyglądu („Jak będę brzydka i gruba to nic mi nie grozi”),
– zaburzenia ze strony układu moczowego – nawracające zapalenia pęcherza
– zaburzenia aktywności seksualnej (o ile w ogóle jest podejmowana z kolejnym partnerem) – pochwica, oziębłość;
– perfekcjonizm dający złudzenie kontrolowania życia,
– uzależnienia od środków psychoaktywnych, choć na chwilę pozwalające „niepamiętać”.

I dwie kontrastujące ze sobą postawy wobec seksualności – „Nie wyobrażam sobie siebie z żadnym mężczyzną, nigdy” albo traktowanie ciała jako „towaru” – odcięcie się od intymności, uczuciowości, sama fizyczność bez emocji.

Jednak czasem pojawia się impuls, który powoduje, że ten zaklęty krąg niemocy, upokorzenia i zaprzeczenia sobie zostanie przerwany. I wtedy podejmowana jest próba odnalezienia siebie od nowa, zbudowania siebie od nowa, nadania sobie znaczenia i ważności jako kobiecie.

Najczęściej takim impulsem są słowa innej kobiety – „Jestem ofiarą gwałtu”. Brak poczucia osamotnienia i zobaczenie, że gwałt jest traumą, z którą można sobie poradzić, mogą prowadzić do uzdrowienia. I najczęściej prowadzą …

Doświadczenia przemocy seksualnej nie da się wymazać z pamięci, z pamięci ciała na pewno nie, ale można mu odebrać moc i znaczenie … I dopiero wtedy, moim zdaniem, gwałt się kończy. Wtedy, kiedy przestaje kierować naszym zachowaniem, uczuciami, postrzeganiem innych ludzi, a przede wszystkim wtedy, kiedy zmieniamy postrzeganie siebie. I nadajemy sobie WAŻNOŚĆ …

Ciało

Ciało

Ciało

Ciało

Niedoceniony bohater naszego życia, jedyna przestrzeń, która jest z nami do końca życia, na dobre i na złe.

Nieustannie porównywane z tabelkami wzrostu i wymiaru. Osaczane ze wszystkich stron nierealistycznie wyfotoszopowanymi kobietami i mężczyznami, bijącymi w oczy ze stron gazet, reklam, kadrów filmu czy innych nośników medialnych. Słuchające jakie dawki jedzenia i jakiego rodzaju ma zjeść, żeby być fit. Jaki rodzaj sportu ma uprawiać, żeby funkcjonować.

Ciało, najlepszy magazyn pamięci jaki posiadamy. Pamięci, której nie da się zafałszować jak tej, którą nosimy o odpowiednich strukturach w mózgu. Pamięci, która wraca w sytuacjach, kiedy jaśnie pan umysł ulega wytłumieniu i przestaje nami rządzić. Podczas sesji oddechowych, na przełomie snu i jawy, podczas ekstazy seksualnej. Ciało pamięta. Wszystko. To co dobre w naszym życiu – czyjś dotyk, ciepło słońca, smak ulubionej potrawy (próbowaliście kiedyś opisać jak smakuje? Nie da się tego oddać słowami, a tak doskonale to czuć). To, co traumatyczne w naszym życiu – bicie, molestowanie seksualne, przekraczanie wszelkich intymnych granic. I nawet jak bardzo będziemy się starać te wspomnienia wypierać one zostaną i będą domagały się zauważenia i uważnienia.

W swojej pracy terapeutycznej przekonałam się niejednokrotnie, że zdecydowanie lepsze efekty w scalaniu kawałków siebie uzyskuję jeśli dołączę do fazy „gadanej” element masażu. Nie każdy jest na to gotowy. Obnażenie ciała bywa niejednokrotnie większym wyzwaniem niż obnażenie myśli czy uczuć. Ale kiedy się to dokona dzieją się cuda. Człowiek wzrasta i jednoczy umysł, ducha i ciało. Staje się jednością.

Każde ciało potrzebuje szacunku. Każde potrzebuje dotyku. Jest on naszą pierwotną potrzebą. Dzieci nie obdarzone możliwością przytulania i nieinwazyjnego kontaktu fizycznego zdecydowanie gorzej rozwijają się pod względem emocjonalnym. Te, których granice przekroczono przemocą fizyczną bądź seksualną doświadczają w życiu dorosłym odwrażliwienia na dotyk, braku kontaktu z odczuciami płynącymi z ciała (odcięły się od nich żeby przeżyć traumę) czy niemożnością doświadczania przyjemności płynącej z aktywności seksualnej.

Twoje ciało nie potrzebuje kremu, zdrowego jedzenia czy wypocenia hektolitrów potu na siłowni żeby dobrze funkcjonować. Ono pragnie dotyku, ciepła czyichś dłoni na sobie, energii płynącej od drugiej osoby.

Kiedy ostatnio zadbałeś o nie w ten sposób?

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.